Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

44. Pewna sprawa (Sure Thing) 1985

reż. Rob Reiner

Gib to typowy licealny lowelas, który z bólem odkrywa, że w college'u, który wybrał dziewczyny nie lecą na jego bajer. Gdy na zajęciach z angielskiego spotyka Alison postanawia nie dać za wygraną.


Tak, dobrze widzicie... To John Cusack :D

 Już jakiś czas temu przyznałam, że mam obsesję na punkcie filmów młodzieżowych z tamtych lat. Ten jest zdecydowanie dla trochę starszej młodzieży, szczególnie, że jest w końcu amerykański, a amerykanie najchętniej ocenzurowaliby wszystkie filmy a swoim dzieciom do 16. roku życia puszczali jedynie Małą Syrenkę. W "Sure Thing" pojawiają się nie tylko śmiałe teksty, ale i kilka odkrytych części ciała, które zazwyczaj nosimy zakryte ;)

Film nie jest jednak w tym wszystkim żenujący (szczególnie dla osób uodpornionych na ten gatunek). Ba, pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest nawet mądry. Jak na ten gatunek :P

Bardzo spodobało mi się połączenie filmu drogi z teen flicks. Chyba jeszcze nie widziałam takiej kombinacji, sprawdziła się bardzo ciekawie, film ma przez to odpowiednią dynamikę i szczególnie wyraźny, spójny układ. Dzięki temu ogląda się go lekko. Nie ma nic gorszego jak papka pokroju "Beztroskie lata w Ridgemont High".

No i Cusack... no nie umiem nie słodzić, jest przecudowny, właśnie tego od niego oczekuję :D

Bonusem jest epizod z Timem Robbinsem. Bardzo, zresztą, zabawny :)

Poleciłabym "Sure Thing" zdecydowanie fanom gatunku, ale jestem przekonana, że jest też dobrą propozycją na rozpoczęcie swojej przygody z szalonymi latami 80.

43. Boso w Parku (Barefoot in the Park) 1967

reż. Gene Saks

Paul i Corie to świeżo upieczone małżeństwo. Właśnie wprowadzają się do swojego pierwszego mieszkania. To nic, że na 6 piętrze :)


Komedia na podstawie sztuki w latach 60. i to z Redfordem nie mogła nie wyjść. Chociaż nie przepadam na Fondą, to trzeba jej przyznać, że jest piękną kobietą, a to był i jest w kinie ważny czynnik, żeby oglądać ładnych ludzi (nie oszukujmy się). 

Większość akcji dzieje się w mieszkaniu państwa młodych, które, jak na nasze standardy jest dla młodych ludzi całkiem niezłe, ale już wtedy dla Amerykanów mieszkanie w czymś takim było żartem. Na tyle zabawnym by zrobić o tym sztukę a potem film :)

Choć wolę żart poprzedniej dekady (w podobnych przestrzeniach dzieje się np. "Słomiany wdowiec") to lata 60. też chwytają za serce. Przerysowana gra, dynamika i przesadne reakcje bohaterów na uroki codziennego życia są zdecydowanie charakterystyczne dla tego okresu i ten film pod tym względem na pewno nie zawiedzie :)

Filmweb mi podpowiedział, że film można teraz oglądać na kanale Paramount. Polecam! :)

42. Nienawistna Ósemka (Hateful Eight) 2015

reż. Quentin Tarantino

Osiem (właściwie dziewięć) osób czekających w zajeździe na przejście śnieżycy okazuje się dość nieufną grupą. Bardzo, zresztą, słusznie.


Matko, ale jestem do tyłu z tymi recenzjami. Jak weszłam na filmweb to nie wiedziałam o czym mam napisać!!! Będzie prościej gdy w komentarzu napiszecie jaki gatunek filmowy chcielibyście zobaczyć. Postaram się zrobić następną recenzję polecającą film właśnie z tego gatunku :)

Do rzeczy koledzy i koleżanki.

Q. Oh my Q. Ja nic złego o nim nie powiem, nigdy, nawet gdy się zestarzeje i coś spierniczy, to co zrobił do tej pory jest jego usprawiedliwieniem bezterminowym! 
W końcu od Quentina wszystko się zaczęło. Choć wychowywano mnie w kulturze filmowej, to "Pulp Fiction" skłoniło mnie do poszerzenie kinowych horyzontów. Ah, wzruszam się gdy o tym myślę.

Aaaa, miałam pisać o "Hateful Eight", już piszę :D

Po pierwsze obsada (jak zwykle) bezbłędna.
Największe propsy dla Tima Rotha; chciałabym powiedzieć, że za akcent, ale przecież on go nawet nie musiał grać. No ale w końcu nie co dzień spotyka się Rotha na krakowskim rynku, więc sentyment pozostał i jak na Anglika przystało Tim jest o klasę wyżej ze swoim aktorstwem. Tak z zasady!
Wieeeeelkie ukłony dla Czajnika, który stara się jak może pozbyć metki drewno-mięśniaka, a jak wiadomo u Q wszyscy pozbywają się stereotypów :)
I Kurt Russell przezabawny jak zawsze!

Po drugie western. Dużo bardziej przypadł mi do gustu niż Django, może dlatego, że wolę filmy kameralne, a tu większość akcji dzieje się w jednym pomieszczeniu.
I jest intryga! Wcale nie taka prosta do rozgryzienia, jak na dobre kino przystało.

Jest też DUŻO krwi. What a surprise! Bardziej jak w "Kill Bill" niż jak we "Wściekłych psach" więc dużo lżej mi się oglądało. Ale jeśli komuś robi się słabo przy I shot Marvin in a face! to na pewno nie powinien oglądać "Hateful Eight", bo spędzi cały seans z zasłoniętymi oczami :D

Love Q forever!!!

36. Welcome to me 2014

reż. Shira Piven

Alice trafia szóstkę w totka. Pieniądze przeznacza na talk show... o sobie samej.



Ten komediodramat jest esencją swojego gatunku. Nie pamiętam kiedy ostatnio widziałam coś tak szczerze zabawnego i smutnego zarazem.
Znajdziemy tu nie tyle odpowiedź co może bardziej refleksję wokół pytania: Jak definiować szczęście? Czyli co się dzieje gdy osoba z głęboką depresją wygra majątek w telewizyjnej loterii.

Absurd goni absurd ale z minuty na minutę przekonujemy się, że tu chodzi o coś więcej niż urok osobisty Kristen Wiig. 
Choć rozpoczęłam seans z głupawką - bo Kristen sama już jest wspaniałym komikiem - to skończyłam go w bardziej refleksyjnym nastroju.

Warto przyjrzeć się temu dziełu. Niebanalny pomysł, zrealizowany w oryginalny sposób.

35. Zacznijmy od nowa (Begin Again) 2013

reż. John Carney

Kiedyś słynny, dziś zwolniony producent muzyczny Dan słyszy w nowojorskim pubie początkującą wokalistkę Gretę i pragnie z nią współpracować.


Kolejny film z polecenia; tym razem nie od mojej mamy ale od przyjaciela. Moim zdaniem ludzi można poznać w dużej mierze po tym jakie filmy polecają. I w tym przypadku także tak było :)

Anyway.
Nie trawię Keiry Knightley. Naprawdę nie mogę znieść tej kobiety - ani jej mimiki, wyglądu, gestykulacji, jak i gry aktorskiej szerzej pojętej. Nie pamiętam, żeby podobała mi się w jakimś filmie. I tu nie było inaczej, aczkolwiek:
1. nie przeszkadzała mi aż tak bardzo jak zwykle
2. umie dziewucha śpiewać!

Przechodzimy do ogromnego plusa filmu - jest to film muzyczny. Nie musical; do musicali trzeba mieć specjalne miejsce w sercu, które potrafi je po pierwsze znosić, po drugie doceniać, po trzecie pokochać. Filmy muzyczne są natomiast, z reguły, po prostu życiowe. Bez latających samochodów ani całego Central Parku tańczącego ni stąd ni zowąd jeden układ. To trochę lepsze i głębsze wykorzystanie działania muzyki na to co dzieje się na ekranie; taka rozszerzona ścieżka dźwiękowa, która staje się bohaterem filmu; a że muzyka w naszym życiu na co dzień również jest czymś mega ważnym - filmy muzyczne są jego esencją.

Sam pomysł powiedziałabym szału nie ma, nie jest to scenariusz przełomowy, staniki nie latają itp ;) Ale połączenie tej muzyki ze świetnymi zdjęciami Nowego Jorku już wystarczy. Mi wystarczy :)

34. Para na życie (Away We Go) 2009

reż. Sam Mendes

Burt i Verona to szczęśliwa para. Pewnego dnia postanawiają zmienić coś w swoim życiu i wyruszają w poszukiwanie lepszego dla nich miejsca.




Takich filmów mi trzeba!!! Łaknę ich! Filmów prawdziwych, emocjonalnych ale nie przygnębiających. 
"Away We Go" to film o prawdziwej miłości. I mówiąc "prawdziwej" nie mam na myśli czegoś epickiego jak w "Pamiętniku", ale prawdziwej, takiej jaką widzimy w sobie, w naszych rodzicach czy naszych przyjaciołach.
Właśnie to pokazuje ten film i robi to zgrabnie, w zabawny i wzruszający sposób przedstawiając wspólną drogę dwojga kochających się ludzi.

Bardzo zdziwiło mnie nazwisko reżysera. Mam wrażenie, że Mendes potrafi zrobić dosłownie wszystko. W każdym gatunku. Od "Drogi do zatracenia" przez "American Beauty". I wszystko to zrobi świetnie.
Aż mnie od tego geniuszu boli głowa.

Maya i John sprawdzają się w duecie znakomicie. Ich bohaterowie żyją i potrafią to robić :)

W "Away We Go" nasi bohaterowie po drodze w poszukiwaniu szczęścia spotykają cały szereg osobowości. Na ich drodze stają różni ludzie; różne pary - tak bardzo różne od nich samych. Razem szczęśliwe, ale nie pasujące do nich. Szukają więc dalej. Co znajdą?

Zobaczcie sami.
Koniecznie.


33. Papierowe miasta (Paper Towns) 2015

reż. Jake Schreier

Szkolny przeciętniak Quentin i popularna Margo to sąsiedzi i przyjaciele z dzieciństwa. Pewnego dnia Margo znika... czy bez śladu?


Gdy gdzieś na początku lata zobaczyłam, że premiera "Paper Towns" jest 31 lipca aż zapiszczałam z radości.
Moje urodziny.
Taki prezent.
Ekranizacja jednej z moich najulubieńszych książek.

Film otrzymał sporo krytyki - i nie mówię o poważnych recenzjach (te już dawno przestałam czytać w trosce o własne zdrowie psychiczne) tylko o moich znajomych. Ja jednak podeszłam do tego z dużą rezerwą, bo, dla mnie, ta książka jest po prostu nie do przeniesienia na duży ekran.

Z głębokich myśli, tajemniczości  i morału o ludziach wolnych duchem został zwykły film młodzieżowy z dobrą muzyką i elementami filmu drogi.

"Paper Towns" to niezwykła historia zasługująca na wiele uwagi. Sięgnijcie po książkę a film potraktujcie jak luźny tribute ;)

Nie pozwoliłabym zniszczyć sobie urodzin :D

32. Z dala od zgiełku (Far from the Madding Crowd) 2015

reż. Thomas Vinterberg

Bathsheba jest silną, niezależną kobietą. Mieszka i pracuje na malutkim gospodarstwie w sąsiedztwie zakochanego w niej pasterza. Pewnego dnia Bathsheba dziedziczy dużą farmę.


Piękny i przepięknie nakręcony obraz silnej kobiety. Kocham, kocham, k o c h a m takie postacie. Kolejne wcielenia Scarlett O'Hary. Szczególnie te z równie trudnych dla kobiet czasów.
Bathsheba być może nie podejmuje najlepszych wyborów. (Scarlett też nie była ideałem). 
Ale jest inspiracją. Ma tą zawziętość, którą chciałaby mieć każda z nas.

I ma takich mężczyzn.

Nie czytałam pierwowzoru, nie widziałam też ekranizacji z 1967 roku. Natomiast jeden z moich naj- autorytetów filmowych  - moja mama (mimo, że w wielu rzeczach się nie zgadzamy, to dzięki niej pokochałam filmy) potwierdza, że współcześni twórcy byli bardzo wierni oryginałowi. 
Mam wrażenie, że to taka brytyjska cecha (wystarczy spojrzeć na dowolną ekranizację BBC Jane Austen), i jestem im za to bardzo wdzięczna.

Carey idealnie wcieliła się w postać Bathsheby. Nie wygląda już jak mała dziewczynka, mimo swojej delikatnej urody pięknie zaprezentowała dostojność jaka biła od tej kobiety. I to, że mimo swojego chłodu, który wynikał z charakteru nadal była uśmiechniętym i dobrym człowiekiem. TO jest aktorstwo proszę państwa!

Cała historia jest bardzo wzruszająca i - jak to w filmach kostiumowych bywa - zachwycająca wizualnie.
Naprawdę warto.

31. Lepiej umrzeć (Better off dead) 1985

przepraszam Was za długą nieobecność. urwanie głowy. ale filmy się oglądają! prawdę mówiąc jestem meeeeega do tyłu ale postaram się przyspieszyć. nie chciałabym musieć prowadzić tego bloga do końca życia :D w końcu challenge był accepted ;)
to lecimy

reż. Savage Steve Holland

Lane'a rzuca dziewczyna. Chłopak nie może się z tym pogodzić. Tymczasem po sąsiedzku na wymianę z Francji przyjeżdża Monique.





"Better off Dead" to parodia mojego ulubionego gatunku, czyli, jeśli ktoś jeszcze to przegapił lub trafił tu po raz pierwszy - teen movies. Jest to parodia bardzo dobra w związku z czym oglądało mi się ją mega przyjemnie. Wszyscy wiemy, że parodie filmów, których nie znamy nie są w ogóle zabawne (z czego zdają sobie sprawę ich twórcy dlatego głównie parodiują wielkie produkcje, gdyż są dobrze kojarzone). 

Do tego John Cusack - ja już nawet nie będę tego komentować, bo już wszyscy macie dosyć :D

Film jest, krótko i mało profesjonalnie podsumowując, posrany. Jeśli ktoś widział kultowe "Heathers" z Winoną Ryder to jest to film mniej więcej na tym poziomie absurdu, wyłączając element czarnej komedii a zastępując go japońskimi amatorami wyścigów (srsly, wtf :D)

No nie ma tu o czym za bardzo debatować - jeśli nie znacie/nie lubicie teen movies to "Better off Dead" będzie dla Was strasznym przeżyciem.
Dla fanów gatunku - świetną rozrywką.


29. Niezwykły dzień panny Pettigrew (Miss Pettigrew Lives for a Day) 2008

reż. Bharat Nalluri

Panna Pettigrew po kolejnym niepowodzeniu szuka pracy w charakterze guwernantki. Trafia do Delysii Lafosse i... nic już nie będzie takie samo.



Takie filmy to ja mogę oglądać! Tutaj należą się same pochwały, bo naprawdę rzadko kiedy nie mam się do czego przyczepić a serio, w tym przypadku nie mam.

Mówiąc kolokwialnie - Frances McDormand rozwala system. Ta kobieta jest po prostu niesamowicie zdolna. Talent komediowy w przypadku brytyjskich aktorów jest prawdopodobnie wrodzony i tutaj widać to czarno na białym. Także Amy Adams pokazała na co ją stać (wreszcie). Choć już nie tak znakomicie jak koleżanka po fachu, ale daje radę (w co przy okazji recenzji "Wielkich oczu" jeszcze nie wierzyłam). Panie razem na ekranie tworzą uroczą i przezabawną mieszankę: pięknej, zagubionej dziewczyny przywołującej na myśl Marilyn Monroe oraz niezbyt urodziwej i biednej starej panny po przejściach. 

Do tego scenariusz na piątkę a wszystko zagrane w konwencji, która przypomina mi raczej sztukę teatralną (choć podstawą była powieść). 

"Niezwykły dzień panny Pettigrew" to czarująca komedia. To kwintesencja tego co w kinie cenię - mieszanka brytyjskiego humoru, wspaniałej obsady (w tym przystojnych mężczyzn ;)), mądrych wniosków i amerykańskiego zmysłu estetycznego. Z czystym sercem polecam i sama pewnie urządzę sobie niejeden rewatch ;)

27. Pokusa (The Paperboy) 2012

reż. Lee Daniels

Dziennikarz Ward James po latach wraca do rodzinnego miasta aby przeprowadzić śledztwo w sprawie morderstwa. Wraz z bratem Jackiem i Charlotte - kobietą korespondującą z podejrzanym stara się poznać sprawę bliżej.



Okej, film zdecydowanie niedoceniony, patrząc na oceny i recenzje zamieszczane w sieci.
Thriller trzyma w napięciu od samego początku do ostatniej klatki. Gorący klimat Florydy został sfilmowany w taki sposób, że oglądając czujemy na sobie ten żar i lepki pot. Do tego dawka obrzydliwego erotyzmu, który bynajmniej nie ma nas zainteresować w zdrowy sposób; raczej pokazuje zwierzęcą naturę Hillary'ego, w którego wcielił się John Cusack (don't jugde me).
Nicole nie zaskakuje, ale głównie dlatego, że wiemy jak jest zdolna i taka kreacja po prostu nie mogła jej nie wyjść. 
Natomiast jeśli ktoś jeszcze nie wierzył w talent Zaca Efrona to jest to pozycja obowiązkowa. Mam nadzieję, że koniec końców pozbędzie się łatki disneyowskiej, a taką pracą jak w "The Paperboy" powinien to zdziałać bardzo szybko (cała masa ludzi nadal się z niego śmieje i nie wiem czy oni w ogóle próbują obejrzeć coś więcej niż HSM. Z resztą HSM był całkiem dobrym filmem). 
Jestem również przekonana, że Matthew McConaughey jest stworzony do właśnie takich ról (co ostatecznie wszystkim udowodnił w "Dallas Buyers Club") a nie do ról amanta. Bo choć jest przystojny na zabój szkoda marnować taki talent na papkę serwowaną na maratonach dla kobiet itp.
Ogólnie film jest brutalny. Taki prawdziwie brutalny; choć bardzo dużo przemocy tam nie znajdziemy (ale gdy jest to się nie cackają), to pozostawia w nas dziwne uczucie odrazy wobec człowieka i tego co jest w stanie zrobić. Pozycja obowiązkowa, ale tylko dla wytrzymałych.

26. Facet z ogłoszenia (Must Love Dogs) 2005

reż. Gary David Goldberg

Sarah to świeżo rozwiedziona atrakcyjna kobieta. Jej rodzina koniecznie chce jej kogoś znaleźć. Trochę dla świętego spokoju a trochę z ciekawości Sarah zakłada profil na portalu randkowym.


Jaki mam stosunek do komedii romantycznych - sami wiecie, więc mam nadzieję, że już możemy milczeniem pominąć kwestię mojego braku większej krytyki...

No dobra, wiem, wiem jeszcze John Cusack na dokładkę.

Generalnie gołym okiem film dla mnie. I się nie pomyliłam. Bardzo przyjemny film, naprawdę zabawny (już ustaliliśmy, że to ważna składowa). Cusack no oczywiście najcudowniejszy, choć już niemłody - młody jednak na zawsze u mnie na pierwszym miejscu.
Pomysł niezbyt oryginalny, ale realizacja owszem bardzo w porządku. Ucieszyło mnie nie wyciąganie na światło dzienne byłych małżonków naszych bohaterów - a spodziewałam się, że wątek miłosny będzie oparty właśnie na nich. 

Na dokładkę ciekawie budowana relacja bohaterów; to, że dorośli ludzie podchodzą do takich rzeczy raczej sceptycznie a nie rzucają się od razu sobie na szyję. 
Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością. A jednak.


PS. Mam dużą obsuwę w recenzjach, trochę nie mam weny a jednocześnie chcę nadrobić, bo jestem jakieś 2-3 miesiące w plecy. Dlatego ostatnio tak krótko. Wybaczcie ;)

25. Gdzie serce twoje (Where the heart is) 2000

 reż. Matt Williams

Młoda, ciężarna dziewczyna zostaje porzucona przez chłopaka na parkingu przed Walmartem. Nie mając zupełnie nic zaczyna układać sobie życie.



Nie mogę wyjść z podziwu, że można zrobić tak mądry, ciepły film na tak absurdalnym zawiązaniu akcji jak zamieszkiwanie w supermarkecie przez ciężarną dziewczynę z mocnym południowym akcentem.
Natalie Portman bardzo wiarygodnie buduje postać, która przez lata akcji dojrzewa, mądrzeje, nabiera doświadczeń.Wszystko w tym filmie skupia się właśnie na mądrości, którą nabieramy z wiekiem. Z drugiej strony słychać głos - ludzie się nie zmieniają; ale to też poniekąd oznaka zdobytych doświadczeń, które nauczyły nas by nie ufać za bardzo. Jestem przekonana, że o tym właśnie jest ten film.

Piękny, prawdziwy, miejscami przesłodzony, by zaraz potem nam dokopać. Jak to życie.

22. Wredne dziewczyny (Mean Girls) 2004

reż. Mark Waters

Cady przeprowadza się do Illinois. Dotychczas mieszkała z rodzicami w Afryce i tam uczyła się w domu. Zderzenie ze szkolną rzeczywistością będzie bolesne...



Film ma 11 lat ale bez wyrzutów sumienia i bez odrobiny przesady można go nazwać kultowym (a ja bardzo nie lubię nadużywania tego słowa, więc to już o czymś świadczy). "Mean Girls" to kwintesencja współczesnego teen movie, w którym nie może zabraknąć jednego - wrednej dziewczyny.
Sięgnęłam po niego dopiero kilka tygodni temu i bardzo żałuję, że tak późno! Ale warto było czekać.

Olać Lindsay Lohan; Rachel McAdams steals the show! Może się nawet wydawać, że taki był zamiar; w końcu Rachel gra najwredniejszą w wrednych - Reginę George, która jest bezsprzecznie królową gatunku pod każdym względem. Wystarczy poszperać w internecie (nawet nie trzeba się za bardzo wysilać) by odkryć, że po 11 latach Regina wciąż króluje w świadomości generacji Y i raczej na tym piedestale pozostanie. I jestem przekonana, że to zasługa czegoś więcej niż tylko świetnego scenariusza (all hail goddess Fey!), bo właśnie gry aktorskiej McAdams.
Czasem zastanawiam się, czy rzeczywiście w amerykańskich liceach istnieją takie stereotypowe grupki. Potem myślę o własnym liceum i dochodzę do wniosku, że ktoś kiedyś po prostu bardzo ładnie naszkicował znane nam wszystkim zachowania stadne nastolatków, trochę je podkoloryzował i voila! - wykreował gatunek filmowy.
W tym filmie mamy wszystkie składniki - tytułowe dziewczyny, czyli tzw Plastiki; dziwaków, osoby wiecznie-na-haju, brzydule itd. Cady, która jest po prostu z w y c z a j n a wkracza do stada i musi znaleźć sobie miejsce. Oczywiście zaprzyjaźnia się z dziwakami. Cóż, chyba morał z tego taki, że dziwaki mają najbliżej do przeciętnych ludzi. Coś w tym jest. W każdym razie Cady jest na tyle atrakcyjna by zainteresowała się nią także Regina. Od momentu gdy na ekranie Plastiki tylko otwierają usta zaczyna się płacz... ze śmiechu.

Śmiało można "Mean Girls" polecić nie tylko fanom gatunku. Film ten to przede wszystkim świetna komedia, która na pewno spodoba się także poważniejszym widzom. Trzeba tylko podejść z odrobiną dystansu :)
 Kto jak kto, ale Tina Fey nie napisała by nic nieśmiesznego.

21. Somewhere. Między miejscami (Somewhere) 2010

reż. Sofia Coppola

Gwiazdor Johnny Marco mimo sławy, pieniędzy i różnych uciech tego świata nie wygląda na zadowolonego z życia. Coś się zmienia gdy niespodziewanie odwiedza go jego nastoletnia córka.



Sofia Coppola należy do moich ulubionych twórców. Jej filmy są proste a niosą ze sobą wiele emocji. Bardzo prawdziwych. 
Tak samo jest z "Somewhere". Tempo filmu podobne do "Lost in Translation" i choć "Somewhere" mu nie dorównuje jest także, zdecydowanie godny uwagi i ociera się o podobny schemat.
Coppola po raz kolejny przedstawia nam krótki urywek z relacji, tym razem z relacji ojciec-córka. Ale nie jakiś przeciętny ojciec. Gwiazda filmowa. Relacja ta w efekcie nie pozwala nam na porównanie jej do swojego życia (no, komuś pozwala (np. autorce), ale większość z naszych ojców jednak nie pracuje na planie filmowym).
A jednak okazuje się, że mieszkasz w LA czy nie, czy jesteś sławny czy nie, potrzebujesz od miłości tego samego co inni. I ten film tak pięknie to pokazuje. Nie nachalnie.
Lubię filmy Sofii za jej umiejętność do przedstawienia nam bohaterów w taki sposób, że nawet ich złe decyzje, niepoprawne zachowania czy inne cechy, które normalnie nas denerwują u niej nie działają na nerwy. I lubię to leniwe tempo... 

20. Miłość na zamówienie (Failure to Launch) 2006

reż. Tom Dey

Tripp to trzydziestopięcioletni kawaler wciąż mieszkający z rodzicami. Ci, chcąc się wreszcie pozbyć syna z domu, wynajmują Paulę, by rozkochując w sobie Trippa przekonała go do wyprowadzki.


Serio, jak widzę "tłumaczenia" tych tytułów to mam ochotę czymś w kogoś rzucić...
Ale do rzeczy.
Gdy oglądam komedie romantyczne wyłącza mi się gdzieś tam w głowie krytyka filmowa i daję się pochłonąć. Może to swojego rodzaju obojętność spowodowana tym jak te filmy są do siebie podobne i przewidywalne. Ale je lubię. Bardzo. Pewnie właśnie dlatego, że przymykając oczy na te wszystkie scenariuszowe kontuzje, które nas w rom kom zalewają, po prostu dobrze się bawię.
"Failure to Launch" jest jedną z tych przeciętniejszych komedii romantycznych. Przede wszystkim nie lubię Parker i nie rozumiem jej fenomenu (ani fenomenu "Seksu w wielkim mieście" skoro już o tej pani mowa). Pomijając jej urodę, bo porównywanie Sarah do konia zrobiło się nudne (o ile w ogóle było kiedyś śmieszne), to po prostu żadna z niej aktorka. Bardziej nadawałaby się do prowadzenia jakiegoś talk show lub telewizji śniadaniowej. 
Tak więc Parker sprawiła, że w ogóle nie kibicowałam naszym bohaterom. Ich związek, lub jego brak, były mi zupełnie obojętne. Bardziej zainteresował mnie wątek Kit i Ace'a. Zooey Deschanel wykreowała trochę inną postać niż zwykle (czytaj: trochę inną postać niż siebie samą :D) i może dlatego zaintrygowała mnie jeszcze bardziej.
Nad Matthew McConaughey nie ma już co się rozwodzić. Parę lat później bowiem rozpędził się, uwolnił od ról amanta w komediach romantycznych i rozwinął skrzydła, a tym samym, swoim wielkim talentem powalił nas na kolana. Wybaczam mu więc te lata grania wszystkiego na jedno kopyto.

Pomysł na scenariusz jakiś był i został nawet fajnie wykorzystany. Może trochę nieświadomie, ale to, że 35-latek mieszkający z rodzicami to takie ciacho, a nie grubas siedzący przed PlayStation, uwiarygodniło ten film. Samotni nieudacznicy bywają przystojni; istnieją piękne kobiety, które są starymi pannami!
Koniec końców pochłonęłam jak każdą rom kom. Przeciętną ale zawsze.

19. Lakier do włosów (Hairspray) 2007

reż. Adam Shankman

Lata 60. XX wieku. Przyjaciółki Tracy i Penny są fankami programu Corny Collins Show, w którym młodzi ludzie mają szansę zaprezentować swoje umiejętności taneczne. Tracy postanawia zgłosić się na casting.


Nie rozumiem czepialstwa wobec tego filmu. Nie widziałam oryginału więc domyślam się tylko, że spora większość krytyki pochodzi od tych co ten oryginał widzieli. 
Wszystko fajnie, ale kaman, to jest nadal całkiem niezły, sympatyczny, zabawny i kolorowy musical.
Zdaję sobie sprawę, że remake'i powstają tylko po to by zbić gruby hajs (bo nie po to, by zrobić coś lepszego; inaczej nie kręcilibyśmy od początku czegoś co już kiedyś nie wyszło, bo skoro wtedy się nie sprzedało to po co ryzykować itd.). "Hairspray" z 2007 jest mimo wszystko wart uwagi, chociażby ze względu na świetną obsadę. 
Walken i Travolta tworzą duet, którego nigdy nie pozbędę się z głowy (nie żebym chciała).
Do Efrona mam słabość i tu znów mnie nie zawiódł (gdy był na niego szał byłam w wieku, w którym obciachem było go kochać, teraz mogę to robić bez żenady! :D). 

Cóż, zostaje mi postanowić sobie sięgnąć po film z lat 80. (w końcu tak je kocham!) i powiedzieć coś więcej gdy to uczynię :) Póki co wersję z 2007 roku polecam jako lekki popołudniowy seans.

16. Nic nie mów (Say Anything) 1989

reż. Cameron Crowe

Zakończenie liceum i początek wakacji. Lloyd zauroczony najpilniejszą dziewczyną w szkole zdobywa się na odwagę by zaprosić ją na imprezę. Tak zaczyna się piękna znajomość.


Trochę nie wiem co mam napisać. Nie wiedziałam jak się zabrać do tej notki. Od dłuższego czasu mam ogromną słabość do filmów z lat 80., szczególnie do gatunku młodzieżowego i do dramatów-romansów. Te filmy miały w sobie coś niepowtarzalnego, czego nie da się skopiować. "Say anything" może wydawać się błahy, trochę kiczowaty (jak przystało na tamte lata), ale skradł moje serce. No dobra, w dużej mierze to John Cusack.

Przede wszystkim "Say Anything" jest prawdziwy. To co mnie ujmuje w filmach zawsze, ale to zawsze, to autentyczność. Fajnie jest pooglądać wielkie romanse albo absurdalny czarny humor, ale dopiero gdy widzę bohaterów, którzy są prawdziwi - czapki z głów.
Z drugiej strony Lloyd jest jednym z tych odrealnionych mężczyzn w świecie filmu. Jak Johnny z "Dirty Dancing". Ma wady, ale i tak mam wrażenie, że tacy faceci po prostu po świecie nie chodzą. Film ten dał się zapamiętać za kultową scenę z boomboxem i, I swear, słusznie postać Lloyda jest uważana za wielką kreację Johna Cusacka. Zabawne, bo to "tylko" rom-kom dla młodzieży... Można? Można!

W ogóle fabuła choć nie jest niesamowicie zaskakująca nie jest też całkowicie przewidywalna. Podczas seansu trzymam kciuki za związek bohaterów, a to chyba najważniejsze gdy mam do czynienia z filmem, z założenia, romantycznym. Jest też z czego się pośmiać.
I ta muzyka... Dodaje tylu emocji. Kino lat 80. ma jeszcze tą wielką przewagę - że muzyka jest nie do podrobienia i żadna inna nie wkrada się tak do serca. ("In your eyes" jest u mnie od miesiąca nieustannie na ripicie).

Chcę oglądać takich filmów więcej i więcej. Czasem chciałabym się przenieść w ich rzeczywistość. Uczucie podobne do zakochania.

Moja ocena na filmweb: 9/10

15. Sekretne życie Waltera Mitty (The Secret Life of Walter Mitty) 2013

reż. Ben Stiller

Walter Mitty ciągle ucieka w świat wyobraźni. W większości przypadków prowadzi to do kłopotliwych sytuacji, bowiem Walter kompletnie odlatuje na minutę czy dwie. Gdy jego kariera jest zagrożona w związku z zaginioną kliszą Walter wyrusza w nieprawdopodobną podróż.


Co się dzieje w głowie przeciętnego szarego człowieka? Dzieje się tyle byśmy mogli śmiało powiedzieć, że nie ma przeciętnych, szarych ludzi na tym świecie. Walter reprezentuje bezpieczne życie, bez ryzyka, ale jednocześnie pragnienie by ryzykować i by życie nabrało barw. 
W Walterze coś pęka gdy to bezpieczeństwo ma mu zostać odebrane. I gdy decyduje się na naprawdę szalony krok, to jest szalony na maksa. Walter zmienia się diametralnie. Człowiek, który zaryzykował staje się ciekawszy, w ogóle s t a j e s i ę. Nasz bohater otrzymuje charakter, jest kimś. A wszystko co mu się przytrafia każe nam się nieustannie zastanawiać, czy on nadal przypadkiem nie śni na jawie?

Proszę was, jeśli jeszcze nie widzieliście tego filmu, to oglądając skupcie się na tym. Na przesłaniu o podejmowaniu ryzyka. O osiąganiu niemożliwego. Bo to piękny morał z historii człowieka, który większość życia bezpiecznie przewegetował. Nie skupiajcie się na zaginionej kliszy! Gdy jej los wyjdzie na pierwszy plan i zapomnimy o tym co dzieje się w głowie Waltera, i gdy uznamy to tylko za niegroźny absurd a zbagatelizujemy wyżej wspomniany morał to bardzo się zawiedziemy. Wątek kliszy, choć właściwie trzon całego filmu, bardzo rozczarowuje. Mnie osobiście nawet zdenerwował. Mam w głowie co najmniej pięć sposobów w jakich można było to rozegrać inaczej. Stiller nie skorzystał. I zepsuł budowane tak długo napięcie.

Jakie by było nasze życie bez marzeń? Pewnie bylibyśmy maszynami... Walter Mitty to przejaskrawiony przykład tego co jesteśmy w stanie zrobić gdy tylko zechcemy... i jak to nam wyjdzie na dobre.

Moja ocena na filmweb: 5/10

14. Pitch Perfect 2 2015

reż. Elizabeth Banks

Po tym jak Bellas zdobyły sławę i zaszczyty, do których zaprowadziła je ciężka praca (zobacz część pierwsza) popadły ze skrajności w skrajność. Ich występy to przerost formy nad treścią, który już powoli zaczyna nudzić publiczność. Aż dochodzi do niefortunnego wypadku, który przekreśla udział grupy w dalszych konkursach. Co zrobią Bellas by odzyskać dawną świetność?


Jestem fanką pierwszej części. Pitch Perfect to jeden z tych filmów, który można oglądać nieskończenie wiele razy, którego dialogi po którymś seansie recytuje się razem z bohaterami, a w końcu, którego teksty wchodzą do naszego osobistego codziennego słownika. 
Kocham takie filmy, bo dzięki nim mamy z innymi fanami kina swoje własne inside jokes, po których poznajemy: "jesteś mój człowiek".
Dwójeczka nie dorównuje oryginałowi - jak to bywa w większości przypadków - ale jest godnym sequelem. Nawet bardzo godnym. Poziom absurdu wzrósł o jakieś 150%, choć nie wydawało się to możliwe po seansie pierwszej części. Niestety obawiam się, że jeśli powstanie trójezka to może poziomem żartów zahaczać już o "Straszny film", ale miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie (do poziomu, nie do trójki; kolejny film z serii chętnie zobaczę).
Muzycznie nadal świetny. Aranżacje wpadają w ucho; chcę je "chłonąć" (to jeden z tych momentów w życiu, gdy w kinie aż mnie nosi, trochę jakbym unosiła się parę milimetrów nad fotelem; jakbym chciała wejść w ekran, żeby uczestniczyć w tym co się tam dzieje; jakbym chciała zatrzymać to najwspanialsze uczucie). W przepiękny sposób twórcy wykorzystali olbrzymią popularność "Cup song", która podbiła serca (i uszy. i ręce grające na kubkach).
Wątek nowego dziewczęcia trochę mnie irytował, zbyt cliché.
 Za mało Jessego! Stanowczo sprzeciwiam się takiemu zaniedbywaniu wątku miłosnego, na którym oparty był cały pierwszy film! No dobrze, wiem, że to pewnie celowe, że girl power itp. ale dawno w filmie tego typu nie było takiego faceta. Faceta jak John Cusack w "Say Anything" (notka o filmie wkrótce btw) czy jak Heath Ledger w "10 things I hate about you". Nie było, a oto jest i poświęcono mu tyle co nic. No szkoda...

Fanom spodoba się na bank. Nie-fanom niekoniecznie, ale chyba nie jest aż tak nieznośny :)
.
Moja ocena na filmweb: 7/10