72. Gdybym tylko tu był (Wish I Was Here) 2014

reż. Zach Braff

Aidan jest mężem, ojcem i aktorem. W obliczu odcięcia od ojcowskiego dofinansowania musi zrezygnować z prywatnej szkoły swoich dzieci i decyduje się na edukację domową.


Ok, czy możemy ustalić, że wszyscy, którzy jakimś cudem po Garden State nie byli jeszcze przekonani do Zacha Braffa zmieniają teraz zdanie? Tak? Super.

Wish I Was Here to jeden z tych obrazów "o prawdziwym życiu", jakkolwiek cliche to brzmi, to prawda. Od pierwszej sceny poznajemy typową rodzinę z przedmieścia, z tym że chwila, chwila... oni naprawdę mogliby istnieć. Zachowują się jak normalni ludzie z krwi i kości, rozmawiają ze sobą tak jak my w swoich relacjach na codzień ze sobą rozmawiamy. Urzekło mnie to bardzo. 

Powyższe jest zasługą również samego reżysera, czyli odtwórcy głownej roli oraz jego ekranowej partnerki, Kate Hudson. Stworzyli taką chemię, że aż im pozazdrościłam (bonusowo: Zach bez koszulki).

A dla fanów Scrubs będzie niespodzianka... Ale to musicie zobaczyć sami ;)

71. Pomiędzy nami góry (The Mountain Between Us) 2017

reż. Hany Abu-Assad

Alex i Ben to dwoje obcych obie ludzi, którzy z powodu odwołanych kursów na lotnisku, decydują się na wspólny, prywatny lot.


Jestem trochę zaskoczona niską oceną w internecie. Może wynika ze zbyt dużych oczekiwań wobec takiej obsady... Dla mnie obraz ten spełnił wszystkie oczekiwania "robinsonowskiego" romansu. Bo to jest dokładnie to co otrzymujemy.
Jest piękna, jak zawsze genialna i wszechstronna Kate. Idris jest zabójczo przystojny... i również zagrał świetnie. Widoki zapierają dech w piersiach. Napięcie jest ładnie zbudowane, chociaż calość dosyć przewidywalna (Cast Away to nie jest, ale nie oczekujmy zbyt wiele ;)). I oczywiście pies, który musi przeżyć bo inaczej przestaniemy oglądać :P 

Czy wspominałam że Idris Elba jest bardzo przystojny?

Top 6 protagonistki cz 1

Pochylę się dziś nad moimi ulubionymi filmami z główną rolą żeńską. Osobiście lubie takie kino, bo łatwiej jest mi się utożsamić z główną bohaterką (z oczywistych powodów).

Przyznam, że wybór był strasznie trudny, więc pojawią się także "honorable mentions" :)

Who run the world? GIRLS!

1. Frances Ha 2012


Frances Ha to w ogóle jeden z moich najulubieńszych filmów; zajmuje honorowe miejsce na półce dvd pt "półka forever rewatch". Frances to nie tylko postać bardzo realistyczna - a to zwykła dziewczyna, nie żadna superbohaterka; próbująca związać koniec z końcem. Jest to dla mnie przede wszystkim spirit animal; postać reprezentująca moje pokolenie - pokolenie ludzi, którzy nie mogą się odnaleźć w dorosłości, ale dobrze sobie zdają sprawę z tego, że muszą. Plus muzyka Bowiego.

2. Biegnij Lola biegnij (Lola rennt) 1998


Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. I o bieganie. Dokładnie tak: Lola biegnie (cały film) bo pieniądze (czytaj: bo jej chłopak zgubił 100 tys franków). 
Franka Potente daje czadu!

3. Dziennik Bridget Jones (Bridget Jones's  Diary) 2001


Była amerykanka i niemka, pora na brytyjkę. O ile Frances jest reprezentantką zagubionych w dorosłości millenialsów, to Bridget jest patronką 30-letnich singielek. Chyba z resztą nie muszę jej nikomu przedstawiać. Niby pierdoła a jednak bohaterka samotnych i zrezygnowanych. Plus pan Darcy w wersji współczesnej gratis. Żyć nie umierać.

cdn.


70. Czarownica (Bewitched) 2005

reż. Nora Ephron

Isabel jest czarownicą, która mimo sceptycyzmu ojca pragnie porzucić czary i żyć jak zwykły śmiertelnik.


Słyszałam o tym filmie wcześniej, ale jakoś nigdy sama z siebie nie wybrałam go na seans. Nie wiem dlaczego. Obsada wyśmienita, temat lekki i przyjemny - czyli taki jak lubię (rom com freak). A jednak dopiero 13 (!) lat po premierze udało mi się film zobaczyć i przekonać się, że jest naprawdę wart uwagi. 

Rozwijając fabułę trochę dalej... Rzeczona Isabel od swojego czarodziejstwa daleko nie ucieka, bo zostaje upolowana do roli w remake'u kultowego sitcomu Bewitched. Nicole jest s t w o r z o n a do tej roli. Zawsze uważałam ją za piękną, ale tu to swoją urodą dosłownie mnie powaliła. Nie można się napatrzeć. No i faktycznie rusza tym noskiem identycznie!

Will jest oczywiście jednym z najlepszych komików i przyznam że i tym razem mnie nie zawiódł. Scena, w której pod wpływem rzuconego uroku staje się miłym człowiekiem to jeden z tych momentów z filmie, w którym nie można przestać się śmiać. Mówcie co chcecie, ale czasem zwykłe wygłupy na ekranie są najlepszą komedią :)

Ogólnie mocne 7/10. Na leniwy wieczór po pracy idealny wybór.

69. Ghost in the Shell 2017

reż. Rupert Sanders

Pracujący w policji robot o ludzkim umyśle ściga niebezpecznego hakera.


Kiedyś, przy okazji jakiegoś Marvela, pisałam że się znam na komiksach jak na uprawie buraka; w tym przypadku to nawet nie mogę znaleźć dobrego porównania, więc po prostu ostrzegam - nie mam zielonego pojęcia o mandze, oceniam tylko film.

A film jest nietypowy dla tego bloga, rzadko można tu zobaczyć sci-fi. Ale ja naprawdę takie filmy lubię, tylko właśnie się na nich nie znam :D 

Scarlett zagrała bardzo ciekawie, jest tutaj trochę mowy o jej urodzie, ale nie o figurze. Zazwyczaj czytam potem w internecie jaka z niej seksbomba, i choć daleko mi do bycia nadwrażliwą na tym punkcie, to była to miła odmiana. Scarlett dobrą aktorką jest!

Wracając do mniej przyziemnych spraw bardzo podoba mi się sam temat i problematyka wartości ludzkiego życia - a raczej duszy i/lub umysłu.

Klimatem obraz przypomina mi literaturę cyberpunkową. Jest mrocznie, jest trochę creepy i przeraża uświadomienie sobie faktu, że tak naprawdę może wyglądać nasza przyszłość.

68. Marley i ja (Marley & Me) 2008

reż. David Frankel

Losy rodziny, w której jeden z jej członków jest dosyć nieznośny ;)


Kojarzycie te filmy familijne z pierwszej połowy lat 90., które bawiły ale były prawdziwe i wzruszały do łez? Myślę że Marley i Ja aspiruje do takiego obrazu.
Historia tej dosyć przeciętnej ale sympatycznej rodziny opowiedziana jest w wyjątkowy sposób - widzimy ten fragment ich życia, w którym towarzyszył im pies o imieniu Marley. Bardzo niesforny ale kochany pies. 

Byłam zaskoczona że Aniston potrafi zagrać rolę quasi-dramatyczną. Naprawdę super sobie poradziła. 

Film jest ciepły, kameralny, idealny na weekendowe odprężenie gdy brakuje pomysłu na seans. Ja się poryczałam więc warto mieć obok chusteczki ;)