Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty

73. Trzy billboardy za Ebbing, Missouri (Three Billboards Outside Ebbing, Missouri) 2017

reż. Martin McDonagh

Matka zamordowanej dziewczyny z Ebbing wynajmuje 3 billboardy by wymusić śledztwo.


Wszystkie superlatywy zostały powiedziane w ostatnich miesiącach i tak naprawdę nie wiem co nowego mogę o tym filmie napisać. Jestem pod wrażeniem historii i budowania napięcia. Ostatnio bardzo lubię kryminały i true crime a "Trzy billboardy..." fantastycznie zaspokoiły moje potrzeby w tej kwestii.
Film przedstawia smutną i straszną historię jednocześnie trzymając się rzeczywistości, która nawet w obliczu tragedii nie jest (nomen omen)  śmiertelnie poważna.
Postacie są świetnie napisane, szczególnie zły glina (Sam Rockwell), którego aż ma sie ochotę wziąć i skopać, taki jest beznadziejnie bezczelnie głupi :D 

Poza tym gdy w jednym filmie jest Frances oraz Woody to chyba nie można się bać że będzie coś nie tak.

Top 6 protagonistki cz 2

Tutaj część 1

4. Kill Bill vol. 1 i 2



Nie może w tym zestawieniu zabraknąć Panny Młodej. No bo jak tu pominąć kobietę, która przez ponad 4 godziny filmu sieka swoich wrogów z zemście? I to u Tarantino? Nie można. Kto nie widział niech się wstydzi i natychmiast idzie nadrobić.

5. Służące 2011



Tutaj wyjątkowo chcę się skupić na dwóch bohaterach, obu równie odważnych, pięknych i wyjątkowych. Chociaż w tym filmie jest ich więcej.
Skeeter - marząca o nowojorskiej karierze redaktorskiej, dziewczyna o wielkim sercu, nie potrafiąca wpasować się w snobistyczne a zacofane społeczeństwo.

Aibileen - jedna z wielu dzielnych czarnoskórych kobiet południa, które wychowując cudze dzieci okazują się często kochać je bardziej niż prawdziwe matki.

6. Jumpin Jack Flash 1986



Whoopi Goldberg, teorie spisku, FBI i lata 80. a do tego świetny humor - czego chcieć więcej?
A dlaczego top protagonistka? Cóż, dziewczyna jest przezabawna i rujnuje stereotyp pięknej heroiny. 




72. Gdybym tylko tu był (Wish I Was Here) 2014

reż. Zach Braff

Aidan jest mężem, ojcem i aktorem. W obliczu odcięcia od ojcowskiego dofinansowania musi zrezygnować z prywatnej szkoły swoich dzieci i decyduje się na edukację domową.


Ok, czy możemy ustalić, że wszyscy, którzy jakimś cudem po Garden State nie byli jeszcze przekonani do Zacha Braffa zmieniają teraz zdanie? Tak? Super.

Wish I Was Here to jeden z tych obrazów "o prawdziwym życiu", jakkolwiek cliche to brzmi, to prawda. Od pierwszej sceny poznajemy typową rodzinę z przedmieścia, z tym że chwila, chwila... oni naprawdę mogliby istnieć. Zachowują się jak normalni ludzie z krwi i kości, rozmawiają ze sobą tak jak my w swoich relacjach na codzień ze sobą rozmawiamy. Urzekło mnie to bardzo. 

Powyższe jest zasługą również samego reżysera, czyli odtwórcy głownej roli oraz jego ekranowej partnerki, Kate Hudson. Stworzyli taką chemię, że aż im pozazdrościłam (bonusowo: Zach bez koszulki).

A dla fanów Scrubs będzie niespodzianka... Ale to musicie zobaczyć sami ;)

71. Pomiędzy nami góry (The Mountain Between Us) 2017

reż. Hany Abu-Assad

Alex i Ben to dwoje obcych obie ludzi, którzy z powodu odwołanych kursów na lotnisku, decydują się na wspólny, prywatny lot.


Jestem trochę zaskoczona niską oceną w internecie. Może wynika ze zbyt dużych oczekiwań wobec takiej obsady... Dla mnie obraz ten spełnił wszystkie oczekiwania "robinsonowskiego" romansu. Bo to jest dokładnie to co otrzymujemy.
Jest piękna, jak zawsze genialna i wszechstronna Kate. Idris jest zabójczo przystojny... i również zagrał świetnie. Widoki zapierają dech w piersiach. Napięcie jest ładnie zbudowane, chociaż calość dosyć przewidywalna (Cast Away to nie jest, ale nie oczekujmy zbyt wiele ;)). I oczywiście pies, który musi przeżyć bo inaczej przestaniemy oglądać :P 

Czy wspominałam że Idris Elba jest bardzo przystojny?

Top 6 protagonistki cz 1

Pochylę się dziś nad moimi ulubionymi filmami z główną rolą żeńską. Osobiście lubie takie kino, bo łatwiej jest mi się utożsamić z główną bohaterką (z oczywistych powodów).

Przyznam, że wybór był strasznie trudny, więc pojawią się także "honorable mentions" :)

Who run the world? GIRLS!

1. Frances Ha 2012


Frances Ha to w ogóle jeden z moich najulubieńszych filmów; zajmuje honorowe miejsce na półce dvd pt "półka forever rewatch". Frances to nie tylko postać bardzo realistyczna - a to zwykła dziewczyna, nie żadna superbohaterka; próbująca związać koniec z końcem. Jest to dla mnie przede wszystkim spirit animal; postać reprezentująca moje pokolenie - pokolenie ludzi, którzy nie mogą się odnaleźć w dorosłości, ale dobrze sobie zdają sprawę z tego, że muszą. Plus muzyka Bowiego.

2. Biegnij Lola biegnij (Lola rennt) 1998


Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. I o bieganie. Dokładnie tak: Lola biegnie (cały film) bo pieniądze (czytaj: bo jej chłopak zgubił 100 tys franków). 
Franka Potente daje czadu!

3. Dziennik Bridget Jones (Bridget Jones's  Diary) 2001


Była amerykanka i niemka, pora na brytyjkę. O ile Frances jest reprezentantką zagubionych w dorosłości millenialsów, to Bridget jest patronką 30-letnich singielek. Chyba z resztą nie muszę jej nikomu przedstawiać. Niby pierdoła a jednak bohaterka samotnych i zrezygnowanych. Plus pan Darcy w wersji współczesnej gratis. Żyć nie umierać.

cdn.


70. Czarownica (Bewitched) 2005

reż. Nora Ephron

Isabel jest czarownicą, która mimo sceptycyzmu ojca pragnie porzucić czary i żyć jak zwykły śmiertelnik.


Słyszałam o tym filmie wcześniej, ale jakoś nigdy sama z siebie nie wybrałam go na seans. Nie wiem dlaczego. Obsada wyśmienita, temat lekki i przyjemny - czyli taki jak lubię (rom com freak). A jednak dopiero 13 (!) lat po premierze udało mi się film zobaczyć i przekonać się, że jest naprawdę wart uwagi. 

Rozwijając fabułę trochę dalej... Rzeczona Isabel od swojego czarodziejstwa daleko nie ucieka, bo zostaje upolowana do roli w remake'u kultowego sitcomu Bewitched. Nicole jest s t w o r z o n a do tej roli. Zawsze uważałam ją za piękną, ale tu to swoją urodą dosłownie mnie powaliła. Nie można się napatrzeć. No i faktycznie rusza tym noskiem identycznie!

Will jest oczywiście jednym z najlepszych komików i przyznam że i tym razem mnie nie zawiódł. Scena, w której pod wpływem rzuconego uroku staje się miłym człowiekiem to jeden z tych momentów z filmie, w którym nie można przestać się śmiać. Mówcie co chcecie, ale czasem zwykłe wygłupy na ekranie są najlepszą komedią :)

Ogólnie mocne 7/10. Na leniwy wieczór po pracy idealny wybór.

69. Ghost in the Shell 2017

reż. Rupert Sanders

Pracujący w policji robot o ludzkim umyśle ściga niebezpecznego hakera.


Kiedyś, przy okazji jakiegoś Marvela, pisałam że się znam na komiksach jak na uprawie buraka; w tym przypadku to nawet nie mogę znaleźć dobrego porównania, więc po prostu ostrzegam - nie mam zielonego pojęcia o mandze, oceniam tylko film.

A film jest nietypowy dla tego bloga, rzadko można tu zobaczyć sci-fi. Ale ja naprawdę takie filmy lubię, tylko właśnie się na nich nie znam :D 

Scarlett zagrała bardzo ciekawie, jest tutaj trochę mowy o jej urodzie, ale nie o figurze. Zazwyczaj czytam potem w internecie jaka z niej seksbomba, i choć daleko mi do bycia nadwrażliwą na tym punkcie, to była to miła odmiana. Scarlett dobrą aktorką jest!

Wracając do mniej przyziemnych spraw bardzo podoba mi się sam temat i problematyka wartości ludzkiego życia - a raczej duszy i/lub umysłu.

Klimatem obraz przypomina mi literaturę cyberpunkową. Jest mrocznie, jest trochę creepy i przeraża uświadomienie sobie faktu, że tak naprawdę może wyglądać nasza przyszłość.

68. Marley i ja (Marley & Me) 2008

reż. David Frankel

Losy rodziny, w której jeden z jej członków jest dosyć nieznośny ;)


Kojarzycie te filmy familijne z pierwszej połowy lat 90., które bawiły ale były prawdziwe i wzruszały do łez? Myślę że Marley i Ja aspiruje do takiego obrazu.
Historia tej dosyć przeciętnej ale sympatycznej rodziny opowiedziana jest w wyjątkowy sposób - widzimy ten fragment ich życia, w którym towarzyszył im pies o imieniu Marley. Bardzo niesforny ale kochany pies. 

Byłam zaskoczona że Aniston potrafi zagrać rolę quasi-dramatyczną. Naprawdę super sobie poradziła. 

Film jest ciepły, kameralny, idealny na weekendowe odprężenie gdy brakuje pomysłu na seans. Ja się poryczałam więc warto mieć obok chusteczki ;)

67. I tak cię kocham (The Big Sick) 2017

reż. Michael Showalter

Kumail i Emily nie szukają związku, ale serce nie sługa. Ale czy na pewno ten związek ma jakąś przyszłość?


Ja, niepoprawna wielbicielka komedii romantycznych a jednocześnie wymagający wobec nich widz stwierdzam - lubię to! Krótko mówiąc jest to przede wszystkim komedia, a więc można się uśmiać (bonus dla wielbicieli Indii/kina indyjskiego - będziecie się śmiać podwójnie). 
Zoe pozytywnie mnie zaskoczyła - lubiłam ją wcześniej ale miałam za mało elastyczną aktorkę. Choć film ogólnie rzecz biorąc jest w podobnym nurcie co What if Zoe pokazuje że nie zostanie kolejną aktorką jednej miny. Kudos!

Rezyseria na wielki plus. I bonus w postaci Raya Romano (z brodą jest naprawdę bardzo przystojny, hehe).

Film jest u nas w dystrybucji Gutek Film i to właściwie mówi o nim to co chcecie wiedzieć przy decyzji pójścia do kina. Jeśli szukacie w kinie czegoś naturalnego, niewymuszonego, niestandardowego - polecam. A twórcom życzę więcej takich produkcji.


65. Old Fashioned 2014

reż. Rik Swartzwelder

Amber na trasie swojej podróży bez celu, trafia do miasteczka, w którym postanawia zatrzymać się na dłużej. Clay, od którego dziewczyna wynajmuje mieszkanie, okazuje się miejscowym "dziwakiem".


Trochę za długo zbierałam się do napisania o tym filmie. W każdym razie lepiej późno niż wcale: za uprzejmością KondratMedia mogłam zobaczyć film przedpremierowo. Teraz możecie go obejrzeć w kinach studyjnych.

Sam pomysł był dobry choć obawiałam  się tego co często można spotkać w tego typu filmach: słabego aktorstwa i nieudolnej reżyserii. Koniec końców jestem pozytywnie zaskoczona. Jedyną postacią zagraną bardzo sztywno jest - stety i niestety - główny bohater, grany nomen omen przez samego reżysera. Rozmywa to się jednak, bo sama postać jest trochę sztywna sama w sobie. 
Wspaniała kreacja sidekicka - ciemnoskóry przyjaciel Claya jest postacią barwną i zabawną (przypominał mi trochę Winstona z "New Girl" :D).

Temat jest ciężki do przemycenia w dzisiejszym świecie. Bardzo podobało mi się, że argumentacja nie została oparta tylko na "Jezus Cię kocha" - nieważne ile w tym prawdy, osoby niewierzącej nie przekona do wstrzemięźliwości przedmałżeńskiej. Zamiast tego jesteśmy świadkami jak, tak po prostu, kobieta przekonuje się o słuszności czekania, bo tego doświadcza i widzi że to dobre.

Poza kreacją Claya i cringeworthy zakończeniem (które da się jakoś przełknąć), to bardzo dobrze nakręcony, wciągający i mądry film. Polecam :)



63. Aż do piekła (Hell or High Water) 2016

reż. David Mackenzie

Dwóch braci, napady na bank, wymierzanie sprawiedliwości.


Western to ulubiony gatunek filmowy mojej mamy. Przy takich filmach jak Aż do piekła to całkiem zrozumiałe. 
Znajdziemy tu wszystko czego potrzebujemy w dobrym westernie (nie mylić ze spagetti-westernem ;)). Zemsta jest, ba, nawet bardzo sprytna. Zemsta jest oczywiście związana z rodziną. A więzy rodzinne w westernach wskazane. Jest szeryf, pewny siebie, i słusznie. Jest trochę humoru. Jest Indianin, choć niekonwencjonalny. Są kobiety, i to w knajpie. 

I jest krew.

I jest dobre kino. Powolny klimat, ciężkie pustynne powietrze. Dobre aktorstwo i niejednoznaczne postacie; ciekawy wątek i przejmujące wybory.

62. Fisher King 1991

reż. Terry Gilliam

Były spiker radiowy zostaje ofiarą huliganów, ale przychodzi mu z pomocą bezdomny wariat. Wkrótce okazuje się, że mają coś wspólnego.



Lata 80. i 90. mają to do siebie, że urodziły wiele przepięknych filmów zagranych przez fenomenalnych aktorów. Fisher King zdecydowanie należy do tego zacnego grona.

Jest bezpośrednio. Prawdziwie do szpiku kości. Tragedia, która jest punktem wyjściowym fabuły trafia dziś w czuły punkt, myślę, że dużo boleśniej niż te 25 lat temu. Nie chcę spoilerować, ale możecie się domyślić. 
Widzimy konsekwencje tej tragedii - psychiczne oraz mniej bezpośrednie, dotyczące osób trzecich. Możemy zatrzymać się i zastanowić czy kiedykolwiek myśleliśmy o mieszkającym na ulicy "marginesie społeczeństwa" jak o ludziach, którymi przecież są, i którzy najpewniej mieli kiedyś rodziny i życie - lepsze, "normalne" - i dach nad głową. I czy myślimy czasem co się wydarzyło, że tego już nie mają...

Z drugiej strony świetnie zagrana znieczulica. Taka najprawdziwsza. Ludzie nie są kompletnie bezduszni, ale tłumią współczucie, bo współczucie jest słabe i nie mają na nie czasu i energii. Ale gdy czasem znajdą w sobie trochę odwagi mogą zmienić czyjeś życie.

I wreszcie - siła słów. Każde nasze słowo może mieć ogromny wpływ na czyjeś życie. Fisher King daje widzowi tym faktem po łbie. Myślę, że Gilliam był świadomy tego, że tworzy film, który jest silny jak niektóre słowa.

61. Wybuchowa para (Knight and Day) 2010

reż. James Mangold


No proszę, skończyłam pisać o Loganie, przygotowuję kolejny post, a tu się okazuje że reżyser ten sam :) Trzeba mu przyznać że w ciągu tych siedmiu lat poprawił warsztat. 
Ale ta komedia sensacyjna o niewybaczalnym polskim tytule to całkiem niezła pozycja na luźny seans.

Po pierwsze rzadko toleruję zarówno Toma jak i Cameron (spytacie - czemu po to sięgnęłaś? Odpowiem - święta i lenistwo), ALE to był jeden z tych przypadków gdzie dali sobie radę. Nie jest to znowu jakiś bardzo wymagający film, więc te dwie, podobno ładne buzie wpisały się jak znalazł. No i Tom dużo biega, jak zawsze.

Akcja jest wartka, dużo scen pościgów i tym podobnych perełek absurdalnego kina sensacyjnego, w których problem - w tym przypadku jakaś zajebiście wyczesana bateria oraz jej potwornie stereotypowy twórca - jest drugorzędny. Zawsze bowiem chodzi o to by pooglądać fajne efekty i kilka gagów. Knight and Day spisuje się w tym przypadku na piątkę, ale nie wychyla się spoza sprawdzonych schematów.


60. Logan (Logan: Wolverine) 2017

reż. James Mangold



(troszkę mnie nie było, święta i inne takie, soraszki)

Kto jeszcze nie widział Logana ma jeszcze szansę zobaczyć w niektórych kinach. A jest to zdecydowanie pozycja warta obejrzenia na dużym ekranie. 
Przede wszystkim Logan jest inny niż inne filmy o mutantach. Utrzymany w trochę bardziej nstalgiczno-poważnej atmosferze i bardziej krwawy (podobno Hugh zrezygnował z części wynagrodzenia by można było podwyższyć próg wiekowy odbiorców). 

Mimo starszego odbiorcy nie brakuje wplecionych gagów i humoru. Podane w odpowiedniej dawce nie zagłuszają tragicznej historii. Bardzo mi się to spodobało.

Polecam również osobom, które nie przepadają za serią X-Men. Ale uwaga: leje się krew!

58. Manchester by the Sea (2016)

reż. Kenneth Lonergan

Lee pracuje jako dozorca w Bostonie. Któregoś dnia umiera mu brat i Lee musi pojechać do Manchester-by-the-Sea i zmierzyć się z duchami przeszłości.


Dziś będzie naprawdę króciutko bo nie mam weny na pisanie, ale od tygodnia chcę ten film polecić.

Lubię niezależne filmy, bo mam wrażenie że dotykają zmysłów. Wszystko jest jakby prawdziwsze, historie, jak te które znamy z własnego podwórka, oddechy na policzku, chłodny wiatr od morza, dźwięki kroków. W Manchester by the Sea  tego doświadczam. I tego zawsze w kinie szukam, i cieszę się, że wciąż są ludzie, którzy to rozumieją i tworzą takie obrazy.
I tak jak w realu nic nie jest czarno-białe. 

Affleck zasłużył na Oscara a film na taki rozgłos. Nadal tylko czekam na film gdzie Michelle nie będzie nieszczęśliwa. Co nie zmienia faktu, że jak zwykle wymiotła.

55. 20th Century Women 2016

reż. Mike Mills

Rok 1979. Trzy kobiety urodzone w różnych dekadach XX wieku mieszkają pod jednym dachem.


W ramach oscarowego nadrabiania na ostatnią chwilę sięgnęłam po film, który chciałam zobaczyć od pierwszego wejrzenia (trailera). Nie zawiodłam się :)
20th Century Women opowiada historię 5 osób, które los przyprowadził - z różnych względów - pod jeden dach. Ich problemy się przeplatają i choć w większości są dla siebie w gruncie rzeczy obcy to na chwilę stają się rodziną.

Urzekające w tym obrazie jest spojrzenie na to jak bardzo zmienia się świat, w którym żyjemy. Twórcy wykorzystali autentyczne zdjęcia z lat 70. by przybliżyć kulturę, którą przeżywają bohaterowie. Ponadto możemy zobaczyć jak ją odbierają ludzie w różnym wieku. A potem przekonać się, że ludzie i czas, który wydaje nam się tak wyjątkowy stanie się niedługo miłym mglistym wspomnieniem. Sentymentalny i czuły film.

54. Zeszłej nocy (Last Night) 2010

reż. Massy Tadjedin

Michael wyjeżdża w interesach a jego żona Joanna spotyka dawną miłość.


Muszę przyznać, że mam mieszane uczucia. Z jednej strony zwiastun nastawił mnie na coś lżejszego oraz żywszego. TasteKid podpowiedział mi ten film na podstawie 500 dni miłości, nie wiem na jakiej podstawie...
Z drugiej strony to naprawdę dobrze napisany dramat. Gdy ów Michael wyjeżdża Joanna jest zazdrosna o jego koleżankę z pracy. Za chwilę jednak wpada na swoją dawną miłość i postanawia trochę zaszaleć. Cały czas twórcy trzymają nas w napięciu i oczekiwaniu - czy ktoś zdradzi? Jeśli tak kto? Lub kto pierwszy? 
Podoba mi się to, że odbiór i interpretacja należy do widza - bo czym jest zdrada?
Więcej nie powiem bo spoilery :) 
Polecam fanom powolnych, kameralnych filmów, które zmuszają do myślenia.
Na koniec dodam że nadal nie trawię Keiry.

53. Frankie i Johnny (Frankie and Johnny) 1991

reż. Garry Marshall

Frankie jest kelnerką w greckiej knajpie w Nowym Jorku. Johnny właśnie wyszedł z więzienia i dostał pracę jako kucharz w tejże knajpie.


 Niby nic specjalnego. Kameralny film, garstka bohaterów i tylko ta dwójka - Frankie i Johnny - to postacie rozbudowane. Aż chciało by się zaśpiewać "a gdy się zejdą raz i drugi, kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością...". Tak, Frankie and Johnny ma to coś. 
Od razu rzuciło mi się w oczy, że Marshall chce nam opowiedzieć historię, która jest czymś więcej. Frankie więc mieszka w szokująco realistycznym jak na filmowe możliwości mieszkanku. Ich miejsce pracy tworzą prości ludzie ze swoimi wadami i dziwactwami, a szef (btw grany przez Hectora Elizondo, którego znamy lepiej jako manadżera hotelu z Pretty Woman - tak, tego anioła) nie jest krwiopijcą. Tak, wszystko inaczej niż się spodziewałam po takiej, jak mi się zdawało, historyjce.

Marshall zbudował relację między dwojgiem ludzi, do których nie jesteśmy przyzwyczajeni na ekranie. Ale po dłuższym namyśle są oni nam dużo bliżsi niż niejedna lubiana hollywoodzka para. Nie spodziewajcie się łez, dramatów i rozpaczliwych rozstań. Koniec końców pozostaje pytanie: "chcesz szczoteczkę do zębów?".

52. La La Land 2016

reż. Damien Chazelle

W LA mieszka wielu poszukiwaczy marzeń. Zdarza się że się w sobie zakochują.


Zupełnie nie mam pomysłu od czego tu zacząć. La La Land jest na pewno imponujący i na pewno już wiemy, że Chazelle urodził się by robić filmy. Głównie dlatego, że je rozumie. Pokazał nam to w Whiplash - nigdy nie podejrzewałam że zajęcia orkiestry mogą być tak trzymające w napięciu; a teraz pokazał to w La La Land. Pokazał że kino tworzą kolory, muzyka, humor i dramat. Ponadto w niesamowicie podprogowy sposób przemycił do fabuły właściwie całą Casablancę, tworząc nową jakość filmu, który wydawałby się zbyt wyjątkowy, by go "rimejkować". Cóż, jak się okazuje, nie trzeba tworzyć remake'ów by opowiedzieć tą samą historię we współczesny sposób. 
Poza Casablancą, znajdziemy tu mnóstwo innych filmowych smaczków; dam głowę że nie wyłapałam połowy z nich. Między innymi dlatego seans chętnie powtórzę, pewnie niejednokrotnie.
Sama muzyka mnie nie porwała z małymi wyjątkami - melodii przewodniej i może dwóch piosenek (jeszcze nie wróciłam do OST więc może to się zmieni). Ryan i Emma też raczej nie przebijają tu swoich najlepszych występów (akurat tą dwójkę oglądam bardzo chętnie i w La La Land nie widzę by weszli na wyżyny swoich możliwości), ale z drugiej strony, czy wymagamy tak wiele od tych postaci?
La La Land to film dla każdego. Dla filmowych laików i wyjadaczy; dla młodych z głową w chmurach i dla starszych, którzy mogą przypomnieć sobie jak to jest; dla zakochanych i poszukujących; dla wielbicieli wielkich możliwości jakie ma współczesne kino i dla tych którzy tęsknią za jego dawną magiczną prostotą. Polecam wszystkim. Bo chyba wszyscy jesteśmy marzycielami :)

Top 6. rom kom cz. 2

Część 1

4. Pretty Woman 1990



Chociaż Pretty Woman nie uważam za komedię, to postanowiłam umieścić ją na tej liście. Ten film zapoczątkował falę kopciuszkowych historii z lat 90. I przede wszystkim z założenia nie miał być komedią w ogóle - Vivian miała zostać sama a cały film przejść do historii jako gorzki dramat. Zakończenie zostało jednak zmienione i Pretty Woman po ponad 25 latach nadal jest uznawany za prekursor gatunku.

5. Zakochana złośnica (10 things I hate about you) 1999




Nie ukrywam znam ten film na pamięć. Myślę, że osobom kobietom z mojego pokolenia nie trzeba tłumaczyć, czemu Zakochana złośnica jest na tej liście. Kto nie widział to w skrócie zachęcam: młody Joseph Gordon Levitt, śpiew Heatha Ledgera, kiczowata moda przełomu tysiąclecia.

6. Francuski pocałunek (French Kiss) 1995



To jest jeden z dobrych przykładów, że film może być komedią z prawdziwego znaczenia i romantyczną historią. Meg Ryan królowała wtedy w filmach tego typu i chętnie wydłużyłabym tą listę o "Kiedy Harry poznał Sally", ale French Kiss jest dla mnie dużo zabawniejszy a Kevin Kline przystojniejszy, stąd mój wybór ;)


Jakie są wasze wybory? A może coś mi polecicie? :)