Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10s. Pokaż wszystkie posty

73. Trzy billboardy za Ebbing, Missouri (Three Billboards Outside Ebbing, Missouri) 2017

reż. Martin McDonagh

Matka zamordowanej dziewczyny z Ebbing wynajmuje 3 billboardy by wymusić śledztwo.


Wszystkie superlatywy zostały powiedziane w ostatnich miesiącach i tak naprawdę nie wiem co nowego mogę o tym filmie napisać. Jestem pod wrażeniem historii i budowania napięcia. Ostatnio bardzo lubię kryminały i true crime a "Trzy billboardy..." fantastycznie zaspokoiły moje potrzeby w tej kwestii.
Film przedstawia smutną i straszną historię jednocześnie trzymając się rzeczywistości, która nawet w obliczu tragedii nie jest (nomen omen)  śmiertelnie poważna.
Postacie są świetnie napisane, szczególnie zły glina (Sam Rockwell), którego aż ma sie ochotę wziąć i skopać, taki jest beznadziejnie bezczelnie głupi :D 

Poza tym gdy w jednym filmie jest Frances oraz Woody to chyba nie można się bać że będzie coś nie tak.

72. Gdybym tylko tu był (Wish I Was Here) 2014

reż. Zach Braff

Aidan jest mężem, ojcem i aktorem. W obliczu odcięcia od ojcowskiego dofinansowania musi zrezygnować z prywatnej szkoły swoich dzieci i decyduje się na edukację domową.


Ok, czy możemy ustalić, że wszyscy, którzy jakimś cudem po Garden State nie byli jeszcze przekonani do Zacha Braffa zmieniają teraz zdanie? Tak? Super.

Wish I Was Here to jeden z tych obrazów "o prawdziwym życiu", jakkolwiek cliche to brzmi, to prawda. Od pierwszej sceny poznajemy typową rodzinę z przedmieścia, z tym że chwila, chwila... oni naprawdę mogliby istnieć. Zachowują się jak normalni ludzie z krwi i kości, rozmawiają ze sobą tak jak my w swoich relacjach na codzień ze sobą rozmawiamy. Urzekło mnie to bardzo. 

Powyższe jest zasługą również samego reżysera, czyli odtwórcy głownej roli oraz jego ekranowej partnerki, Kate Hudson. Stworzyli taką chemię, że aż im pozazdrościłam (bonusowo: Zach bez koszulki).

A dla fanów Scrubs będzie niespodzianka... Ale to musicie zobaczyć sami ;)

71. Pomiędzy nami góry (The Mountain Between Us) 2017

reż. Hany Abu-Assad

Alex i Ben to dwoje obcych obie ludzi, którzy z powodu odwołanych kursów na lotnisku, decydują się na wspólny, prywatny lot.


Jestem trochę zaskoczona niską oceną w internecie. Może wynika ze zbyt dużych oczekiwań wobec takiej obsady... Dla mnie obraz ten spełnił wszystkie oczekiwania "robinsonowskiego" romansu. Bo to jest dokładnie to co otrzymujemy.
Jest piękna, jak zawsze genialna i wszechstronna Kate. Idris jest zabójczo przystojny... i również zagrał świetnie. Widoki zapierają dech w piersiach. Napięcie jest ładnie zbudowane, chociaż calość dosyć przewidywalna (Cast Away to nie jest, ale nie oczekujmy zbyt wiele ;)). I oczywiście pies, który musi przeżyć bo inaczej przestaniemy oglądać :P 

Czy wspominałam że Idris Elba jest bardzo przystojny?

69. Ghost in the Shell 2017

reż. Rupert Sanders

Pracujący w policji robot o ludzkim umyśle ściga niebezpecznego hakera.


Kiedyś, przy okazji jakiegoś Marvela, pisałam że się znam na komiksach jak na uprawie buraka; w tym przypadku to nawet nie mogę znaleźć dobrego porównania, więc po prostu ostrzegam - nie mam zielonego pojęcia o mandze, oceniam tylko film.

A film jest nietypowy dla tego bloga, rzadko można tu zobaczyć sci-fi. Ale ja naprawdę takie filmy lubię, tylko właśnie się na nich nie znam :D 

Scarlett zagrała bardzo ciekawie, jest tutaj trochę mowy o jej urodzie, ale nie o figurze. Zazwyczaj czytam potem w internecie jaka z niej seksbomba, i choć daleko mi do bycia nadwrażliwą na tym punkcie, to była to miła odmiana. Scarlett dobrą aktorką jest!

Wracając do mniej przyziemnych spraw bardzo podoba mi się sam temat i problematyka wartości ludzkiego życia - a raczej duszy i/lub umysłu.

Klimatem obraz przypomina mi literaturę cyberpunkową. Jest mrocznie, jest trochę creepy i przeraża uświadomienie sobie faktu, że tak naprawdę może wyglądać nasza przyszłość.

67. I tak cię kocham (The Big Sick) 2017

reż. Michael Showalter

Kumail i Emily nie szukają związku, ale serce nie sługa. Ale czy na pewno ten związek ma jakąś przyszłość?


Ja, niepoprawna wielbicielka komedii romantycznych a jednocześnie wymagający wobec nich widz stwierdzam - lubię to! Krótko mówiąc jest to przede wszystkim komedia, a więc można się uśmiać (bonus dla wielbicieli Indii/kina indyjskiego - będziecie się śmiać podwójnie). 
Zoe pozytywnie mnie zaskoczyła - lubiłam ją wcześniej ale miałam za mało elastyczną aktorkę. Choć film ogólnie rzecz biorąc jest w podobnym nurcie co What if Zoe pokazuje że nie zostanie kolejną aktorką jednej miny. Kudos!

Rezyseria na wielki plus. I bonus w postaci Raya Romano (z brodą jest naprawdę bardzo przystojny, hehe).

Film jest u nas w dystrybucji Gutek Film i to właściwie mówi o nim to co chcecie wiedzieć przy decyzji pójścia do kina. Jeśli szukacie w kinie czegoś naturalnego, niewymuszonego, niestandardowego - polecam. A twórcom życzę więcej takich produkcji.


66. Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach (How to Talk to Girls at Parties) 2017

reż. John Cameron Mitchell

Punk vs Kosmici!!!


Ten film to kwintesencja tego za co kocham Warszawski Fetiwal Filmowy (tak, dopiero teraz o tym piszę bo tu znowu wielka przerwa była!). Za to że idę na film, który na serio w skrócie opowiada o konfrontacji punków z kosmitami i jest przy tym znakomity!

- Czy uwielbiasz punk i/lub klimat rockowej strony lat 70.?
- Czy brytyjska produkcja filmu przekonuje Cię do jego obejrzenia? (jeśli nie: powinna)
- Czy doceniasz absurd obleczony w dobre aktorstwo?
- Czy uważasz że brytyjski humor nie ma sobie równych?
- Czy nie ma to jak dobry "mindfuck"?

Jeśli na chociaż jeden punkt odpowiedziałeś "TAK" to zdecydowanie jest to film dla Ciebie!


65. Old Fashioned 2014

reż. Rik Swartzwelder

Amber na trasie swojej podróży bez celu, trafia do miasteczka, w którym postanawia zatrzymać się na dłużej. Clay, od którego dziewczyna wynajmuje mieszkanie, okazuje się miejscowym "dziwakiem".


Trochę za długo zbierałam się do napisania o tym filmie. W każdym razie lepiej późno niż wcale: za uprzejmością KondratMedia mogłam zobaczyć film przedpremierowo. Teraz możecie go obejrzeć w kinach studyjnych.

Sam pomysł był dobry choć obawiałam  się tego co często można spotkać w tego typu filmach: słabego aktorstwa i nieudolnej reżyserii. Koniec końców jestem pozytywnie zaskoczona. Jedyną postacią zagraną bardzo sztywno jest - stety i niestety - główny bohater, grany nomen omen przez samego reżysera. Rozmywa to się jednak, bo sama postać jest trochę sztywna sama w sobie. 
Wspaniała kreacja sidekicka - ciemnoskóry przyjaciel Claya jest postacią barwną i zabawną (przypominał mi trochę Winstona z "New Girl" :D).

Temat jest ciężki do przemycenia w dzisiejszym świecie. Bardzo podobało mi się, że argumentacja nie została oparta tylko na "Jezus Cię kocha" - nieważne ile w tym prawdy, osoby niewierzącej nie przekona do wstrzemięźliwości przedmałżeńskiej. Zamiast tego jesteśmy świadkami jak, tak po prostu, kobieta przekonuje się o słuszności czekania, bo tego doświadcza i widzi że to dobre.

Poza kreacją Claya i cringeworthy zakończeniem (które da się jakoś przełknąć), to bardzo dobrze nakręcony, wciągający i mądry film. Polecam :)



64. Żółte cytrynki (Små citroner gula) 2013

reż. Teresa Fabik

Agnes rozstaje się z chłopakiem i nie może pogodzić się ze stratą. Wkrótce zostaje zaangażowana w powstanie restauracji i wkłada w nią duże pieniądze.


Zrozumiałam, że to nie jest tak, że ja nie lubię skandynawskich filmów. Po prostu nie lubię skandynawskich dramatów! Bo skandynawskie komedie są super! Dodając do tego moje zamiłowanie do rom-komów muszę przyznać, że "Żółte cytrynki" są kompletnie w moim guście.

Poza takim właśnie emocjonalnym przywiązaniem (bo ja się bardzo do filmów przywiązuję), znajdziemy tu wszystkie cliche błahostki jakie przewidzimy. Nawet nie wymienię, bo oglądając sami się wszystkiego domyślicie.

Ale ale. To nie tak że to tylko romansidło. Głównym tłem tej historii jest jedzenie. A wszyscy kochamy jedzenie! Gwarantuję wzrost apetytu przy seansie więc radzę sobie coś przygotować przed włączeniem filmu ;) 
Polecam. Mniam mniam.

63. Aż do piekła (Hell or High Water) 2016

reż. David Mackenzie

Dwóch braci, napady na bank, wymierzanie sprawiedliwości.


Western to ulubiony gatunek filmowy mojej mamy. Przy takich filmach jak Aż do piekła to całkiem zrozumiałe. 
Znajdziemy tu wszystko czego potrzebujemy w dobrym westernie (nie mylić ze spagetti-westernem ;)). Zemsta jest, ba, nawet bardzo sprytna. Zemsta jest oczywiście związana z rodziną. A więzy rodzinne w westernach wskazane. Jest szeryf, pewny siebie, i słusznie. Jest trochę humoru. Jest Indianin, choć niekonwencjonalny. Są kobiety, i to w knajpie. 

I jest krew.

I jest dobre kino. Powolny klimat, ciężkie pustynne powietrze. Dobre aktorstwo i niejednoznaczne postacie; ciekawy wątek i przejmujące wybory.

61. Wybuchowa para (Knight and Day) 2010

reż. James Mangold


No proszę, skończyłam pisać o Loganie, przygotowuję kolejny post, a tu się okazuje że reżyser ten sam :) Trzeba mu przyznać że w ciągu tych siedmiu lat poprawił warsztat. 
Ale ta komedia sensacyjna o niewybaczalnym polskim tytule to całkiem niezła pozycja na luźny seans.

Po pierwsze rzadko toleruję zarówno Toma jak i Cameron (spytacie - czemu po to sięgnęłaś? Odpowiem - święta i lenistwo), ALE to był jeden z tych przypadków gdzie dali sobie radę. Nie jest to znowu jakiś bardzo wymagający film, więc te dwie, podobno ładne buzie wpisały się jak znalazł. No i Tom dużo biega, jak zawsze.

Akcja jest wartka, dużo scen pościgów i tym podobnych perełek absurdalnego kina sensacyjnego, w których problem - w tym przypadku jakaś zajebiście wyczesana bateria oraz jej potwornie stereotypowy twórca - jest drugorzędny. Zawsze bowiem chodzi o to by pooglądać fajne efekty i kilka gagów. Knight and Day spisuje się w tym przypadku na piątkę, ale nie wychyla się spoza sprawdzonych schematów.


60. Logan (Logan: Wolverine) 2017

reż. James Mangold



(troszkę mnie nie było, święta i inne takie, soraszki)

Kto jeszcze nie widział Logana ma jeszcze szansę zobaczyć w niektórych kinach. A jest to zdecydowanie pozycja warta obejrzenia na dużym ekranie. 
Przede wszystkim Logan jest inny niż inne filmy o mutantach. Utrzymany w trochę bardziej nstalgiczno-poważnej atmosferze i bardziej krwawy (podobno Hugh zrezygnował z części wynagrodzenia by można było podwyższyć próg wiekowy odbiorców). 

Mimo starszego odbiorcy nie brakuje wplecionych gagów i humoru. Podane w odpowiedniej dawce nie zagłuszają tragicznej historii. Bardzo mi się to spodobało.

Polecam również osobom, które nie przepadają za serią X-Men. Ale uwaga: leje się krew!

59. Dzikie historie (Relatos salvajes) 2014

reż. Damian Szifron

Kilka naprawdę dzikich historii - od konfliktu dwóch przypadkowych kierowców do szalonego wesela.

Nie przepadam za kinem hiszpańskojęzycznym (bez względu na kontynent), ale Dzikie historie mnie do siebie przekonały.  Widać gołym okiem że to czarna komedia, ale na wszelki wypadek uprzedzę ;) A ja bardzo lubię czarne komedie, bo czarny humor jest jak dziecko z onkologii - nigdy się nie starzeje.

Każda historia jest absolutnie absurdalna. Twórcy parodiują ludzkie nerwy i to, co może się stać gdy te puszczą. Gdyby tak się dłużej zastanowić, to pewnie nie raz wyobrażamy sobie podobny przebieg zdarzeń - co by było, gdybyśmy ziścili nasze fantazje? Nasi bohaterowie idą na całego i sprawia to widzowi pewną satysfakcję. Co oznacza tylko tyle, że temat i jego realizacja to strzał w dziesiątkę.

Moja ulubienica to panna młoda z ostatniego epizodu. Gratuluję reżyserowi idealnego odzwierciedlenia weselnego stresu :D




58. Manchester by the Sea (2016)

reż. Kenneth Lonergan

Lee pracuje jako dozorca w Bostonie. Któregoś dnia umiera mu brat i Lee musi pojechać do Manchester-by-the-Sea i zmierzyć się z duchami przeszłości.


Dziś będzie naprawdę króciutko bo nie mam weny na pisanie, ale od tygodnia chcę ten film polecić.

Lubię niezależne filmy, bo mam wrażenie że dotykają zmysłów. Wszystko jest jakby prawdziwsze, historie, jak te które znamy z własnego podwórka, oddechy na policzku, chłodny wiatr od morza, dźwięki kroków. W Manchester by the Sea  tego doświadczam. I tego zawsze w kinie szukam, i cieszę się, że wciąż są ludzie, którzy to rozumieją i tworzą takie obrazy.
I tak jak w realu nic nie jest czarno-białe. 

Affleck zasłużył na Oscara a film na taki rozgłos. Nadal tylko czekam na film gdzie Michelle nie będzie nieszczęśliwa. Co nie zmienia faktu, że jak zwykle wymiotła.

57. Absolutnie Fantastyczne: Film (Absolutely Fabulous: The Movie) 2016

reż. Mandie Fletcher

Patsy i Edina po 20 latach... nic się nie zmieniły.


 Mogłabym skomentować ten film jednym zdaniem: Ab fab sweetheart, darling.
Ale wiem, że nie wszyscy znają Patsy Stone i Edinę Monsoon i czuję się w obowiązku wytłumaczyć po krótce - o co tu chodzi????

Chodzi o to, że jeśli nie widzieliście oryginalnego serialu z lat 90., który jest obdarzony niemal kultem w UK nie macie prawa zrozumieć ani jednego dowcipu i albo wyłączycie film po 15 minutach albo będziecie bardzo zażenowani, że dotrwaliście do końca.
Serial opiera się na wyśmianiu targowiska próżności jakim jest show biznes i tego jacy ludzie są w niego zaangażowani. Twórcy (czyli głównie grająca Edinę Jennifer Saunders) przedstawiają temat na przykładzie głupiej i zadufanej w sobie Ediny, która wychowała swoją córkę-prymuskę Saffron w hipisowskiej komunie. Edina jest pijarowcem a jej najlepsza przyjaciółka - Patsy - pracuje w magazynie modowym i od 1976 roku odżywia się wyłącznie szampanem i papierosami. Obie uważają, że jedyne co liczy się w życiu to ubrania, meble, kontakty i alkohol. 
Absolutely Fabulous: The Movie to hołd złożony serialowi, który sprawił, że mój wujek spadł ze śmiechu z kanapy :) To typowy brytyjski humor, który trzeba kochać albo nienawidzić. Obejrzeć ten film bez kontekstu to jakby siedzieć przy stole przez 2 godziny z obcymi ludźmi, którzy opowiadają sobie hermetyczne żarty. 
Gdy dowiedziałam się że będzie pełnometrażowy "Ab Fab" nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Nie zawiodłam się na moich ulubionych dwóch starych wariatkach :)

Co polecam? Obejrzeć serial od początku do końca. To tylko 36 odcinków. A potem cieszyć się wersją pełnometrażową. 
Kochajmy brytyjskie komedie!

56. Dear Zindagi 2016

reż. Gauri Shinde

Kaira, operatorka filmowa, marzy o zrobieniu pełnometrażowego filmu. Zanim wyjedzie do Nowego Jorku, by wykorzystać okazję życia, musi pojechać do rodzinnego domu na Goa.


 Może zbyt dawno nie oglądałam żadnego Bollywooda, ale Dear Zindagi bardzo mi się spodobał. Ba, ogromnie mnie wzruszył. 
Alia Bhatt to jakaś relatywnie nowa twarz w filmie (nie jestem na bieżąco od mniej więcej 4-5 lat) i muszę przyznać, że mi się podoba. Uwierzyłam jej postaci a o to chodziło; brak dziewczynie typowej bolly maniery, może z paroma wyjątkami. Myślę, że będą z niej ludzie. Shah natomiast mniej cringeworthy niż kiedyś, lepiej późno niż wcale ;) (A serio to i tak go kocham i nie jestem zbyt obiektywna). Podobała mi się jego postać, lubię gdy nie gra kochanków. 
W scenariuszu jest kilka sporych błędów/niedociągnięć, które troszkę popsuły mi przyjemność oglądania a filmowi ocenę, którą wystawiłam. Rozpoczęte i niezakończone wątki (nie w sensie otwartego zakończenia, tylko rodzaju dziury w akcji) trochę męczą, szczególnie, że przez większość seansu czekałam na rozwiązanie.
Piosenki przeciętne, ale chwała twórcom za zrezygnowanie z typowych sekwencji muzycznych a skupienie się na luźnych piosenkach, gdzie wszyscy nagle nie zaczynają tańczyć (nie żebym tego nie lubiła, ale w ten film by się zupełnie nie wpisały).

Polecam nie tylko dla bollymaniaków. W sumie to dobry film na pierwszą próbę z kinem indyjskim.

55. 20th Century Women 2016

reż. Mike Mills

Rok 1979. Trzy kobiety urodzone w różnych dekadach XX wieku mieszkają pod jednym dachem.


W ramach oscarowego nadrabiania na ostatnią chwilę sięgnęłam po film, który chciałam zobaczyć od pierwszego wejrzenia (trailera). Nie zawiodłam się :)
20th Century Women opowiada historię 5 osób, które los przyprowadził - z różnych względów - pod jeden dach. Ich problemy się przeplatają i choć w większości są dla siebie w gruncie rzeczy obcy to na chwilę stają się rodziną.

Urzekające w tym obrazie jest spojrzenie na to jak bardzo zmienia się świat, w którym żyjemy. Twórcy wykorzystali autentyczne zdjęcia z lat 70. by przybliżyć kulturę, którą przeżywają bohaterowie. Ponadto możemy zobaczyć jak ją odbierają ludzie w różnym wieku. A potem przekonać się, że ludzie i czas, który wydaje nam się tak wyjątkowy stanie się niedługo miłym mglistym wspomnieniem. Sentymentalny i czuły film.

54. Zeszłej nocy (Last Night) 2010

reż. Massy Tadjedin

Michael wyjeżdża w interesach a jego żona Joanna spotyka dawną miłość.


Muszę przyznać, że mam mieszane uczucia. Z jednej strony zwiastun nastawił mnie na coś lżejszego oraz żywszego. TasteKid podpowiedział mi ten film na podstawie 500 dni miłości, nie wiem na jakiej podstawie...
Z drugiej strony to naprawdę dobrze napisany dramat. Gdy ów Michael wyjeżdża Joanna jest zazdrosna o jego koleżankę z pracy. Za chwilę jednak wpada na swoją dawną miłość i postanawia trochę zaszaleć. Cały czas twórcy trzymają nas w napięciu i oczekiwaniu - czy ktoś zdradzi? Jeśli tak kto? Lub kto pierwszy? 
Podoba mi się to, że odbiór i interpretacja należy do widza - bo czym jest zdrada?
Więcej nie powiem bo spoilery :) 
Polecam fanom powolnych, kameralnych filmów, które zmuszają do myślenia.
Na koniec dodam że nadal nie trawię Keiry.

52. La La Land 2016

reż. Damien Chazelle

W LA mieszka wielu poszukiwaczy marzeń. Zdarza się że się w sobie zakochują.


Zupełnie nie mam pomysłu od czego tu zacząć. La La Land jest na pewno imponujący i na pewno już wiemy, że Chazelle urodził się by robić filmy. Głównie dlatego, że je rozumie. Pokazał nam to w Whiplash - nigdy nie podejrzewałam że zajęcia orkiestry mogą być tak trzymające w napięciu; a teraz pokazał to w La La Land. Pokazał że kino tworzą kolory, muzyka, humor i dramat. Ponadto w niesamowicie podprogowy sposób przemycił do fabuły właściwie całą Casablancę, tworząc nową jakość filmu, który wydawałby się zbyt wyjątkowy, by go "rimejkować". Cóż, jak się okazuje, nie trzeba tworzyć remake'ów by opowiedzieć tą samą historię we współczesny sposób. 
Poza Casablancą, znajdziemy tu mnóstwo innych filmowych smaczków; dam głowę że nie wyłapałam połowy z nich. Między innymi dlatego seans chętnie powtórzę, pewnie niejednokrotnie.
Sama muzyka mnie nie porwała z małymi wyjątkami - melodii przewodniej i może dwóch piosenek (jeszcze nie wróciłam do OST więc może to się zmieni). Ryan i Emma też raczej nie przebijają tu swoich najlepszych występów (akurat tą dwójkę oglądam bardzo chętnie i w La La Land nie widzę by weszli na wyżyny swoich możliwości), ale z drugiej strony, czy wymagamy tak wiele od tych postaci?
La La Land to film dla każdego. Dla filmowych laików i wyjadaczy; dla młodych z głową w chmurach i dla starszych, którzy mogą przypomnieć sobie jak to jest; dla zakochanych i poszukujących; dla wielbicieli wielkich możliwości jakie ma współczesne kino i dla tych którzy tęsknią za jego dawną magiczną prostotą. Polecam wszystkim. Bo chyba wszyscy jesteśmy marzycielami :)

50. Dr Strange 2016

reż. Scott Derrickson

Niesamowicie zdolny, rozchwytywany i zakochany w swoim talencie światowej sławy chirurg ulega wypadkowi, który przekreśli jego dalszą karierę... lekarską.


UWAGA. Post zawiera pewną dawkę komiksowej ignorancji i potencjalnego niedocenienia Benadryla Cumberbuna.

Pierwszy (ale pewnie ostatni) film, który był dla mnie zachwycający w 3D. Zdecydowanie efekty tego typu wiele zyskują w tej technologii, chociaż bez 3D film też by mi się spodobał.

Po pierwsze to Marvel, co oznacza niewymuszony, świetny humor i gagi w odpowiednich momentach. Mam wrażenie, że na tym właśnie polega (filmowy) fenomen Marvela ostatnich lat - superbohaterowie przestali być tandetni a ich wzniosłe mowy są trochę mniej absurdalne, bo oni sami zdają sobie sprawę z tego jak sztucznie brzmią. 
Teraz możecie mnie zjeść :P

Sam Dr Strange nie wszedł do listy moich ulubionych marvelowskich postaci. Po pierwsze, Bernard Cabbagepatch nadal mnie nie przekonuje, choć jest dobrym aktorem. Po drugie,
z fabuły wynika, że praktycznie każdy może nagiąć sobie czasoprzestrzeń jeśli tylko będzie bardzo chciał (wiem wiem Iron Man to w takim razie żaden superbohater, ale przynajmniej bogatszy, przystojniejszy i ma lepszy dowcip). Po trzecie trochę przypomina mi paradoks Harry'ego Pottera - łamie zasady ale nie ponosi konsekwencji.

Wracając do efektów - świat, który działa tak jak chce umysł jest przepięknie stworzony. I mimo tej wyliczanki wyżej, film serio mi się podobał i czekam na Dr Strange'a w innych produkcjach.

PS. Eh i tak muszę googlować Badmintona Tennismatcha żeby umieścić do w tagach...

49. Dziennik Maszynisty (Dnevnik mašinovođe) 2016

reż. Milos Radovic

Ilja jest maszynistą. Pewnego dnia w ostatniej chwili zatrzymuje pociąg przed chłopcem, którego następnie przygarnia.


Na początku jest dosyć ponuro. Potem trochę mniej. Potem zaczynamy się śmiać, najpierw nieśmiało, a potem już wybuchamy śmiechem. Tak było na WFF. Nie wiem czy taki humor przypadnie do gustu każdemu. To czarna komedia, ale nie taka oczywista. 
Problem samobójstwa i zabójstwa jest tu wyśmiany od góry do dołu choć twórcy z początku podchodzą do niego całkiem poważnie. Or do they?

Dla takich filmów kocham festiwale.