73. Trzy billboardy za Ebbing, Missouri (Three Billboards Outside Ebbing, Missouri) 2017

reż. Martin McDonagh

Matka zamordowanej dziewczyny z Ebbing wynajmuje 3 billboardy by wymusić śledztwo.


Wszystkie superlatywy zostały powiedziane w ostatnich miesiącach i tak naprawdę nie wiem co nowego mogę o tym filmie napisać. Jestem pod wrażeniem historii i budowania napięcia. Ostatnio bardzo lubię kryminały i true crime a "Trzy billboardy..." fantastycznie zaspokoiły moje potrzeby w tej kwestii.
Film przedstawia smutną i straszną historię jednocześnie trzymając się rzeczywistości, która nawet w obliczu tragedii nie jest (nomen omen)  śmiertelnie poważna.
Postacie są świetnie napisane, szczególnie zły glina (Sam Rockwell), którego aż ma sie ochotę wziąć i skopać, taki jest beznadziejnie bezczelnie głupi :D 

Poza tym gdy w jednym filmie jest Frances oraz Woody to chyba nie można się bać że będzie coś nie tak.

Top 6 protagonistki cz 2

Tutaj część 1

4. Kill Bill vol. 1 i 2



Nie może w tym zestawieniu zabraknąć Panny Młodej. No bo jak tu pominąć kobietę, która przez ponad 4 godziny filmu sieka swoich wrogów z zemście? I to u Tarantino? Nie można. Kto nie widział niech się wstydzi i natychmiast idzie nadrobić.

5. Służące 2011



Tutaj wyjątkowo chcę się skupić na dwóch bohaterach, obu równie odważnych, pięknych i wyjątkowych. Chociaż w tym filmie jest ich więcej.
Skeeter - marząca o nowojorskiej karierze redaktorskiej, dziewczyna o wielkim sercu, nie potrafiąca wpasować się w snobistyczne a zacofane społeczeństwo.

Aibileen - jedna z wielu dzielnych czarnoskórych kobiet południa, które wychowując cudze dzieci okazują się często kochać je bardziej niż prawdziwe matki.

6. Jumpin Jack Flash 1986



Whoopi Goldberg, teorie spisku, FBI i lata 80. a do tego świetny humor - czego chcieć więcej?
A dlaczego top protagonistka? Cóż, dziewczyna jest przezabawna i rujnuje stereotyp pięknej heroiny. 




72. Gdybym tylko tu był (Wish I Was Here) 2014

reż. Zach Braff

Aidan jest mężem, ojcem i aktorem. W obliczu odcięcia od ojcowskiego dofinansowania musi zrezygnować z prywatnej szkoły swoich dzieci i decyduje się na edukację domową.


Ok, czy możemy ustalić, że wszyscy, którzy jakimś cudem po Garden State nie byli jeszcze przekonani do Zacha Braffa zmieniają teraz zdanie? Tak? Super.

Wish I Was Here to jeden z tych obrazów "o prawdziwym życiu", jakkolwiek cliche to brzmi, to prawda. Od pierwszej sceny poznajemy typową rodzinę z przedmieścia, z tym że chwila, chwila... oni naprawdę mogliby istnieć. Zachowują się jak normalni ludzie z krwi i kości, rozmawiają ze sobą tak jak my w swoich relacjach na codzień ze sobą rozmawiamy. Urzekło mnie to bardzo. 

Powyższe jest zasługą również samego reżysera, czyli odtwórcy głownej roli oraz jego ekranowej partnerki, Kate Hudson. Stworzyli taką chemię, że aż im pozazdrościłam (bonusowo: Zach bez koszulki).

A dla fanów Scrubs będzie niespodzianka... Ale to musicie zobaczyć sami ;)

71. Pomiędzy nami góry (The Mountain Between Us) 2017

reż. Hany Abu-Assad

Alex i Ben to dwoje obcych obie ludzi, którzy z powodu odwołanych kursów na lotnisku, decydują się na wspólny, prywatny lot.


Jestem trochę zaskoczona niską oceną w internecie. Może wynika ze zbyt dużych oczekiwań wobec takiej obsady... Dla mnie obraz ten spełnił wszystkie oczekiwania "robinsonowskiego" romansu. Bo to jest dokładnie to co otrzymujemy.
Jest piękna, jak zawsze genialna i wszechstronna Kate. Idris jest zabójczo przystojny... i również zagrał świetnie. Widoki zapierają dech w piersiach. Napięcie jest ładnie zbudowane, chociaż calość dosyć przewidywalna (Cast Away to nie jest, ale nie oczekujmy zbyt wiele ;)). I oczywiście pies, który musi przeżyć bo inaczej przestaniemy oglądać :P 

Czy wspominałam że Idris Elba jest bardzo przystojny?

Top 6 protagonistki cz 1

Pochylę się dziś nad moimi ulubionymi filmami z główną rolą żeńską. Osobiście lubie takie kino, bo łatwiej jest mi się utożsamić z główną bohaterką (z oczywistych powodów).

Przyznam, że wybór był strasznie trudny, więc pojawią się także "honorable mentions" :)

Who run the world? GIRLS!

1. Frances Ha 2012


Frances Ha to w ogóle jeden z moich najulubieńszych filmów; zajmuje honorowe miejsce na półce dvd pt "półka forever rewatch". Frances to nie tylko postać bardzo realistyczna - a to zwykła dziewczyna, nie żadna superbohaterka; próbująca związać koniec z końcem. Jest to dla mnie przede wszystkim spirit animal; postać reprezentująca moje pokolenie - pokolenie ludzi, którzy nie mogą się odnaleźć w dorosłości, ale dobrze sobie zdają sprawę z tego, że muszą. Plus muzyka Bowiego.

2. Biegnij Lola biegnij (Lola rennt) 1998


Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. I o bieganie. Dokładnie tak: Lola biegnie (cały film) bo pieniądze (czytaj: bo jej chłopak zgubił 100 tys franków). 
Franka Potente daje czadu!

3. Dziennik Bridget Jones (Bridget Jones's  Diary) 2001


Była amerykanka i niemka, pora na brytyjkę. O ile Frances jest reprezentantką zagubionych w dorosłości millenialsów, to Bridget jest patronką 30-letnich singielek. Chyba z resztą nie muszę jej nikomu przedstawiać. Niby pierdoła a jednak bohaterka samotnych i zrezygnowanych. Plus pan Darcy w wersji współczesnej gratis. Żyć nie umierać.

cdn.


70. Czarownica (Bewitched) 2005

reż. Nora Ephron

Isabel jest czarownicą, która mimo sceptycyzmu ojca pragnie porzucić czary i żyć jak zwykły śmiertelnik.


Słyszałam o tym filmie wcześniej, ale jakoś nigdy sama z siebie nie wybrałam go na seans. Nie wiem dlaczego. Obsada wyśmienita, temat lekki i przyjemny - czyli taki jak lubię (rom com freak). A jednak dopiero 13 (!) lat po premierze udało mi się film zobaczyć i przekonać się, że jest naprawdę wart uwagi. 

Rozwijając fabułę trochę dalej... Rzeczona Isabel od swojego czarodziejstwa daleko nie ucieka, bo zostaje upolowana do roli w remake'u kultowego sitcomu Bewitched. Nicole jest s t w o r z o n a do tej roli. Zawsze uważałam ją za piękną, ale tu to swoją urodą dosłownie mnie powaliła. Nie można się napatrzeć. No i faktycznie rusza tym noskiem identycznie!

Will jest oczywiście jednym z najlepszych komików i przyznam że i tym razem mnie nie zawiódł. Scena, w której pod wpływem rzuconego uroku staje się miłym człowiekiem to jeden z tych momentów z filmie, w którym nie można przestać się śmiać. Mówcie co chcecie, ale czasem zwykłe wygłupy na ekranie są najlepszą komedią :)

Ogólnie mocne 7/10. Na leniwy wieczór po pracy idealny wybór.

69. Ghost in the Shell 2017

reż. Rupert Sanders

Pracujący w policji robot o ludzkim umyśle ściga niebezpecznego hakera.


Kiedyś, przy okazji jakiegoś Marvela, pisałam że się znam na komiksach jak na uprawie buraka; w tym przypadku to nawet nie mogę znaleźć dobrego porównania, więc po prostu ostrzegam - nie mam zielonego pojęcia o mandze, oceniam tylko film.

A film jest nietypowy dla tego bloga, rzadko można tu zobaczyć sci-fi. Ale ja naprawdę takie filmy lubię, tylko właśnie się na nich nie znam :D 

Scarlett zagrała bardzo ciekawie, jest tutaj trochę mowy o jej urodzie, ale nie o figurze. Zazwyczaj czytam potem w internecie jaka z niej seksbomba, i choć daleko mi do bycia nadwrażliwą na tym punkcie, to była to miła odmiana. Scarlett dobrą aktorką jest!

Wracając do mniej przyziemnych spraw bardzo podoba mi się sam temat i problematyka wartości ludzkiego życia - a raczej duszy i/lub umysłu.

Klimatem obraz przypomina mi literaturę cyberpunkową. Jest mrocznie, jest trochę creepy i przeraża uświadomienie sobie faktu, że tak naprawdę może wyglądać nasza przyszłość.

68. Marley i ja (Marley & Me) 2008

reż. David Frankel

Losy rodziny, w której jeden z jej członków jest dosyć nieznośny ;)


Kojarzycie te filmy familijne z pierwszej połowy lat 90., które bawiły ale były prawdziwe i wzruszały do łez? Myślę że Marley i Ja aspiruje do takiego obrazu.
Historia tej dosyć przeciętnej ale sympatycznej rodziny opowiedziana jest w wyjątkowy sposób - widzimy ten fragment ich życia, w którym towarzyszył im pies o imieniu Marley. Bardzo niesforny ale kochany pies. 

Byłam zaskoczona że Aniston potrafi zagrać rolę quasi-dramatyczną. Naprawdę super sobie poradziła. 

Film jest ciepły, kameralny, idealny na weekendowe odprężenie gdy brakuje pomysłu na seans. Ja się poryczałam więc warto mieć obok chusteczki ;)

67. I tak cię kocham (The Big Sick) 2017

reż. Michael Showalter

Kumail i Emily nie szukają związku, ale serce nie sługa. Ale czy na pewno ten związek ma jakąś przyszłość?


Ja, niepoprawna wielbicielka komedii romantycznych a jednocześnie wymagający wobec nich widz stwierdzam - lubię to! Krótko mówiąc jest to przede wszystkim komedia, a więc można się uśmiać (bonus dla wielbicieli Indii/kina indyjskiego - będziecie się śmiać podwójnie). 
Zoe pozytywnie mnie zaskoczyła - lubiłam ją wcześniej ale miałam za mało elastyczną aktorkę. Choć film ogólnie rzecz biorąc jest w podobnym nurcie co What if Zoe pokazuje że nie zostanie kolejną aktorką jednej miny. Kudos!

Rezyseria na wielki plus. I bonus w postaci Raya Romano (z brodą jest naprawdę bardzo przystojny, hehe).

Film jest u nas w dystrybucji Gutek Film i to właściwie mówi o nim to co chcecie wiedzieć przy decyzji pójścia do kina. Jeśli szukacie w kinie czegoś naturalnego, niewymuszonego, niestandardowego - polecam. A twórcom życzę więcej takich produkcji.


66. Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach (How to Talk to Girls at Parties) 2017

reż. John Cameron Mitchell

Punk vs Kosmici!!!


Ten film to kwintesencja tego za co kocham Warszawski Fetiwal Filmowy (tak, dopiero teraz o tym piszę bo tu znowu wielka przerwa była!). Za to że idę na film, który na serio w skrócie opowiada o konfrontacji punków z kosmitami i jest przy tym znakomity!

- Czy uwielbiasz punk i/lub klimat rockowej strony lat 70.?
- Czy brytyjska produkcja filmu przekonuje Cię do jego obejrzenia? (jeśli nie: powinna)
- Czy doceniasz absurd obleczony w dobre aktorstwo?
- Czy uważasz że brytyjski humor nie ma sobie równych?
- Czy nie ma to jak dobry "mindfuck"?

Jeśli na chociaż jeden punkt odpowiedziałeś "TAK" to zdecydowanie jest to film dla Ciebie!


65. Old Fashioned 2014

reż. Rik Swartzwelder

Amber na trasie swojej podróży bez celu, trafia do miasteczka, w którym postanawia zatrzymać się na dłużej. Clay, od którego dziewczyna wynajmuje mieszkanie, okazuje się miejscowym "dziwakiem".


Trochę za długo zbierałam się do napisania o tym filmie. W każdym razie lepiej późno niż wcale: za uprzejmością KondratMedia mogłam zobaczyć film przedpremierowo. Teraz możecie go obejrzeć w kinach studyjnych.

Sam pomysł był dobry choć obawiałam  się tego co często można spotkać w tego typu filmach: słabego aktorstwa i nieudolnej reżyserii. Koniec końców jestem pozytywnie zaskoczona. Jedyną postacią zagraną bardzo sztywno jest - stety i niestety - główny bohater, grany nomen omen przez samego reżysera. Rozmywa to się jednak, bo sama postać jest trochę sztywna sama w sobie. 
Wspaniała kreacja sidekicka - ciemnoskóry przyjaciel Claya jest postacią barwną i zabawną (przypominał mi trochę Winstona z "New Girl" :D).

Temat jest ciężki do przemycenia w dzisiejszym świecie. Bardzo podobało mi się, że argumentacja nie została oparta tylko na "Jezus Cię kocha" - nieważne ile w tym prawdy, osoby niewierzącej nie przekona do wstrzemięźliwości przedmałżeńskiej. Zamiast tego jesteśmy świadkami jak, tak po prostu, kobieta przekonuje się o słuszności czekania, bo tego doświadcza i widzi że to dobre.

Poza kreacją Claya i cringeworthy zakończeniem (które da się jakoś przełknąć), to bardzo dobrze nakręcony, wciągający i mądry film. Polecam :)



64. Żółte cytrynki (Små citroner gula) 2013

reż. Teresa Fabik

Agnes rozstaje się z chłopakiem i nie może pogodzić się ze stratą. Wkrótce zostaje zaangażowana w powstanie restauracji i wkłada w nią duże pieniądze.


Zrozumiałam, że to nie jest tak, że ja nie lubię skandynawskich filmów. Po prostu nie lubię skandynawskich dramatów! Bo skandynawskie komedie są super! Dodając do tego moje zamiłowanie do rom-komów muszę przyznać, że "Żółte cytrynki" są kompletnie w moim guście.

Poza takim właśnie emocjonalnym przywiązaniem (bo ja się bardzo do filmów przywiązuję), znajdziemy tu wszystkie cliche błahostki jakie przewidzimy. Nawet nie wymienię, bo oglądając sami się wszystkiego domyślicie.

Ale ale. To nie tak że to tylko romansidło. Głównym tłem tej historii jest jedzenie. A wszyscy kochamy jedzenie! Gwarantuję wzrost apetytu przy seansie więc radzę sobie coś przygotować przed włączeniem filmu ;) 
Polecam. Mniam mniam.

63. Aż do piekła (Hell or High Water) 2016

reż. David Mackenzie

Dwóch braci, napady na bank, wymierzanie sprawiedliwości.


Western to ulubiony gatunek filmowy mojej mamy. Przy takich filmach jak Aż do piekła to całkiem zrozumiałe. 
Znajdziemy tu wszystko czego potrzebujemy w dobrym westernie (nie mylić ze spagetti-westernem ;)). Zemsta jest, ba, nawet bardzo sprytna. Zemsta jest oczywiście związana z rodziną. A więzy rodzinne w westernach wskazane. Jest szeryf, pewny siebie, i słusznie. Jest trochę humoru. Jest Indianin, choć niekonwencjonalny. Są kobiety, i to w knajpie. 

I jest krew.

I jest dobre kino. Powolny klimat, ciężkie pustynne powietrze. Dobre aktorstwo i niejednoznaczne postacie; ciekawy wątek i przejmujące wybory.

62. Fisher King 1991

reż. Terry Gilliam

Były spiker radiowy zostaje ofiarą huliganów, ale przychodzi mu z pomocą bezdomny wariat. Wkrótce okazuje się, że mają coś wspólnego.



Lata 80. i 90. mają to do siebie, że urodziły wiele przepięknych filmów zagranych przez fenomenalnych aktorów. Fisher King zdecydowanie należy do tego zacnego grona.

Jest bezpośrednio. Prawdziwie do szpiku kości. Tragedia, która jest punktem wyjściowym fabuły trafia dziś w czuły punkt, myślę, że dużo boleśniej niż te 25 lat temu. Nie chcę spoilerować, ale możecie się domyślić. 
Widzimy konsekwencje tej tragedii - psychiczne oraz mniej bezpośrednie, dotyczące osób trzecich. Możemy zatrzymać się i zastanowić czy kiedykolwiek myśleliśmy o mieszkającym na ulicy "marginesie społeczeństwa" jak o ludziach, którymi przecież są, i którzy najpewniej mieli kiedyś rodziny i życie - lepsze, "normalne" - i dach nad głową. I czy myślimy czasem co się wydarzyło, że tego już nie mają...

Z drugiej strony świetnie zagrana znieczulica. Taka najprawdziwsza. Ludzie nie są kompletnie bezduszni, ale tłumią współczucie, bo współczucie jest słabe i nie mają na nie czasu i energii. Ale gdy czasem znajdą w sobie trochę odwagi mogą zmienić czyjeś życie.

I wreszcie - siła słów. Każde nasze słowo może mieć ogromny wpływ na czyjeś życie. Fisher King daje widzowi tym faktem po łbie. Myślę, że Gilliam był świadomy tego, że tworzy film, który jest silny jak niektóre słowa.

61. Wybuchowa para (Knight and Day) 2010

reż. James Mangold


No proszę, skończyłam pisać o Loganie, przygotowuję kolejny post, a tu się okazuje że reżyser ten sam :) Trzeba mu przyznać że w ciągu tych siedmiu lat poprawił warsztat. 
Ale ta komedia sensacyjna o niewybaczalnym polskim tytule to całkiem niezła pozycja na luźny seans.

Po pierwsze rzadko toleruję zarówno Toma jak i Cameron (spytacie - czemu po to sięgnęłaś? Odpowiem - święta i lenistwo), ALE to był jeden z tych przypadków gdzie dali sobie radę. Nie jest to znowu jakiś bardzo wymagający film, więc te dwie, podobno ładne buzie wpisały się jak znalazł. No i Tom dużo biega, jak zawsze.

Akcja jest wartka, dużo scen pościgów i tym podobnych perełek absurdalnego kina sensacyjnego, w których problem - w tym przypadku jakaś zajebiście wyczesana bateria oraz jej potwornie stereotypowy twórca - jest drugorzędny. Zawsze bowiem chodzi o to by pooglądać fajne efekty i kilka gagów. Knight and Day spisuje się w tym przypadku na piątkę, ale nie wychyla się spoza sprawdzonych schematów.


60. Logan (Logan: Wolverine) 2017

reż. James Mangold



(troszkę mnie nie było, święta i inne takie, soraszki)

Kto jeszcze nie widział Logana ma jeszcze szansę zobaczyć w niektórych kinach. A jest to zdecydowanie pozycja warta obejrzenia na dużym ekranie. 
Przede wszystkim Logan jest inny niż inne filmy o mutantach. Utrzymany w trochę bardziej nstalgiczno-poważnej atmosferze i bardziej krwawy (podobno Hugh zrezygnował z części wynagrodzenia by można było podwyższyć próg wiekowy odbiorców). 

Mimo starszego odbiorcy nie brakuje wplecionych gagów i humoru. Podane w odpowiedniej dawce nie zagłuszają tragicznej historii. Bardzo mi się to spodobało.

Polecam również osobom, które nie przepadają za serią X-Men. Ale uwaga: leje się krew!

59. Dzikie historie (Relatos salvajes) 2014

reż. Damian Szifron

Kilka naprawdę dzikich historii - od konfliktu dwóch przypadkowych kierowców do szalonego wesela.

Nie przepadam za kinem hiszpańskojęzycznym (bez względu na kontynent), ale Dzikie historie mnie do siebie przekonały.  Widać gołym okiem że to czarna komedia, ale na wszelki wypadek uprzedzę ;) A ja bardzo lubię czarne komedie, bo czarny humor jest jak dziecko z onkologii - nigdy się nie starzeje.

Każda historia jest absolutnie absurdalna. Twórcy parodiują ludzkie nerwy i to, co może się stać gdy te puszczą. Gdyby tak się dłużej zastanowić, to pewnie nie raz wyobrażamy sobie podobny przebieg zdarzeń - co by było, gdybyśmy ziścili nasze fantazje? Nasi bohaterowie idą na całego i sprawia to widzowi pewną satysfakcję. Co oznacza tylko tyle, że temat i jego realizacja to strzał w dziesiątkę.

Moja ulubienica to panna młoda z ostatniego epizodu. Gratuluję reżyserowi idealnego odzwierciedlenia weselnego stresu :D




58. Manchester by the Sea (2016)

reż. Kenneth Lonergan

Lee pracuje jako dozorca w Bostonie. Któregoś dnia umiera mu brat i Lee musi pojechać do Manchester-by-the-Sea i zmierzyć się z duchami przeszłości.


Dziś będzie naprawdę króciutko bo nie mam weny na pisanie, ale od tygodnia chcę ten film polecić.

Lubię niezależne filmy, bo mam wrażenie że dotykają zmysłów. Wszystko jest jakby prawdziwsze, historie, jak te które znamy z własnego podwórka, oddechy na policzku, chłodny wiatr od morza, dźwięki kroków. W Manchester by the Sea  tego doświadczam. I tego zawsze w kinie szukam, i cieszę się, że wciąż są ludzie, którzy to rozumieją i tworzą takie obrazy.
I tak jak w realu nic nie jest czarno-białe. 

Affleck zasłużył na Oscara a film na taki rozgłos. Nadal tylko czekam na film gdzie Michelle nie będzie nieszczęśliwa. Co nie zmienia faktu, że jak zwykle wymiotła.

57. Absolutnie Fantastyczne: Film (Absolutely Fabulous: The Movie) 2016

reż. Mandie Fletcher

Patsy i Edina po 20 latach... nic się nie zmieniły.


 Mogłabym skomentować ten film jednym zdaniem: Ab fab sweetheart, darling.
Ale wiem, że nie wszyscy znają Patsy Stone i Edinę Monsoon i czuję się w obowiązku wytłumaczyć po krótce - o co tu chodzi????

Chodzi o to, że jeśli nie widzieliście oryginalnego serialu z lat 90., który jest obdarzony niemal kultem w UK nie macie prawa zrozumieć ani jednego dowcipu i albo wyłączycie film po 15 minutach albo będziecie bardzo zażenowani, że dotrwaliście do końca.
Serial opiera się na wyśmianiu targowiska próżności jakim jest show biznes i tego jacy ludzie są w niego zaangażowani. Twórcy (czyli głównie grająca Edinę Jennifer Saunders) przedstawiają temat na przykładzie głupiej i zadufanej w sobie Ediny, która wychowała swoją córkę-prymuskę Saffron w hipisowskiej komunie. Edina jest pijarowcem a jej najlepsza przyjaciółka - Patsy - pracuje w magazynie modowym i od 1976 roku odżywia się wyłącznie szampanem i papierosami. Obie uważają, że jedyne co liczy się w życiu to ubrania, meble, kontakty i alkohol. 
Absolutely Fabulous: The Movie to hołd złożony serialowi, który sprawił, że mój wujek spadł ze śmiechu z kanapy :) To typowy brytyjski humor, który trzeba kochać albo nienawidzić. Obejrzeć ten film bez kontekstu to jakby siedzieć przy stole przez 2 godziny z obcymi ludźmi, którzy opowiadają sobie hermetyczne żarty. 
Gdy dowiedziałam się że będzie pełnometrażowy "Ab Fab" nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Nie zawiodłam się na moich ulubionych dwóch starych wariatkach :)

Co polecam? Obejrzeć serial od początku do końca. To tylko 36 odcinków. A potem cieszyć się wersją pełnometrażową. 
Kochajmy brytyjskie komedie!

56. Dear Zindagi 2016

reż. Gauri Shinde

Kaira, operatorka filmowa, marzy o zrobieniu pełnometrażowego filmu. Zanim wyjedzie do Nowego Jorku, by wykorzystać okazję życia, musi pojechać do rodzinnego domu na Goa.


 Może zbyt dawno nie oglądałam żadnego Bollywooda, ale Dear Zindagi bardzo mi się spodobał. Ba, ogromnie mnie wzruszył. 
Alia Bhatt to jakaś relatywnie nowa twarz w filmie (nie jestem na bieżąco od mniej więcej 4-5 lat) i muszę przyznać, że mi się podoba. Uwierzyłam jej postaci a o to chodziło; brak dziewczynie typowej bolly maniery, może z paroma wyjątkami. Myślę, że będą z niej ludzie. Shah natomiast mniej cringeworthy niż kiedyś, lepiej późno niż wcale ;) (A serio to i tak go kocham i nie jestem zbyt obiektywna). Podobała mi się jego postać, lubię gdy nie gra kochanków. 
W scenariuszu jest kilka sporych błędów/niedociągnięć, które troszkę popsuły mi przyjemność oglądania a filmowi ocenę, którą wystawiłam. Rozpoczęte i niezakończone wątki (nie w sensie otwartego zakończenia, tylko rodzaju dziury w akcji) trochę męczą, szczególnie, że przez większość seansu czekałam na rozwiązanie.
Piosenki przeciętne, ale chwała twórcom za zrezygnowanie z typowych sekwencji muzycznych a skupienie się na luźnych piosenkach, gdzie wszyscy nagle nie zaczynają tańczyć (nie żebym tego nie lubiła, ale w ten film by się zupełnie nie wpisały).

Polecam nie tylko dla bollymaniaków. W sumie to dobry film na pierwszą próbę z kinem indyjskim.