Pokazywanie postów oznaczonych etykietą john cusack. Pokaż wszystkie posty

44. Pewna sprawa (Sure Thing) 1985

reż. Rob Reiner

Gib to typowy licealny lowelas, który z bólem odkrywa, że w college'u, który wybrał dziewczyny nie lecą na jego bajer. Gdy na zajęciach z angielskiego spotyka Alison postanawia nie dać za wygraną.


Tak, dobrze widzicie... To John Cusack :D

 Już jakiś czas temu przyznałam, że mam obsesję na punkcie filmów młodzieżowych z tamtych lat. Ten jest zdecydowanie dla trochę starszej młodzieży, szczególnie, że jest w końcu amerykański, a amerykanie najchętniej ocenzurowaliby wszystkie filmy a swoim dzieciom do 16. roku życia puszczali jedynie Małą Syrenkę. W "Sure Thing" pojawiają się nie tylko śmiałe teksty, ale i kilka odkrytych części ciała, które zazwyczaj nosimy zakryte ;)

Film nie jest jednak w tym wszystkim żenujący (szczególnie dla osób uodpornionych na ten gatunek). Ba, pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest nawet mądry. Jak na ten gatunek :P

Bardzo spodobało mi się połączenie filmu drogi z teen flicks. Chyba jeszcze nie widziałam takiej kombinacji, sprawdziła się bardzo ciekawie, film ma przez to odpowiednią dynamikę i szczególnie wyraźny, spójny układ. Dzięki temu ogląda się go lekko. Nie ma nic gorszego jak papka pokroju "Beztroskie lata w Ridgemont High".

No i Cusack... no nie umiem nie słodzić, jest przecudowny, właśnie tego od niego oczekuję :D

Bonusem jest epizod z Timem Robbinsem. Bardzo, zresztą, zabawny :)

Poleciłabym "Sure Thing" zdecydowanie fanom gatunku, ale jestem przekonana, że jest też dobrą propozycją na rozpoczęcie swojej przygody z szalonymi latami 80.

31. Lepiej umrzeć (Better off dead) 1985

przepraszam Was za długą nieobecność. urwanie głowy. ale filmy się oglądają! prawdę mówiąc jestem meeeeega do tyłu ale postaram się przyspieszyć. nie chciałabym musieć prowadzić tego bloga do końca życia :D w końcu challenge był accepted ;)
to lecimy

reż. Savage Steve Holland

Lane'a rzuca dziewczyna. Chłopak nie może się z tym pogodzić. Tymczasem po sąsiedzku na wymianę z Francji przyjeżdża Monique.





"Better off Dead" to parodia mojego ulubionego gatunku, czyli, jeśli ktoś jeszcze to przegapił lub trafił tu po raz pierwszy - teen movies. Jest to parodia bardzo dobra w związku z czym oglądało mi się ją mega przyjemnie. Wszyscy wiemy, że parodie filmów, których nie znamy nie są w ogóle zabawne (z czego zdają sobie sprawę ich twórcy dlatego głównie parodiują wielkie produkcje, gdyż są dobrze kojarzone). 

Do tego John Cusack - ja już nawet nie będę tego komentować, bo już wszyscy macie dosyć :D

Film jest, krótko i mało profesjonalnie podsumowując, posrany. Jeśli ktoś widział kultowe "Heathers" z Winoną Ryder to jest to film mniej więcej na tym poziomie absurdu, wyłączając element czarnej komedii a zastępując go japońskimi amatorami wyścigów (srsly, wtf :D)

No nie ma tu o czym za bardzo debatować - jeśli nie znacie/nie lubicie teen movies to "Better off Dead" będzie dla Was strasznym przeżyciem.
Dla fanów gatunku - świetną rozrywką.


27. Pokusa (The Paperboy) 2012

reż. Lee Daniels

Dziennikarz Ward James po latach wraca do rodzinnego miasta aby przeprowadzić śledztwo w sprawie morderstwa. Wraz z bratem Jackiem i Charlotte - kobietą korespondującą z podejrzanym stara się poznać sprawę bliżej.



Okej, film zdecydowanie niedoceniony, patrząc na oceny i recenzje zamieszczane w sieci.
Thriller trzyma w napięciu od samego początku do ostatniej klatki. Gorący klimat Florydy został sfilmowany w taki sposób, że oglądając czujemy na sobie ten żar i lepki pot. Do tego dawka obrzydliwego erotyzmu, który bynajmniej nie ma nas zainteresować w zdrowy sposób; raczej pokazuje zwierzęcą naturę Hillary'ego, w którego wcielił się John Cusack (don't jugde me).
Nicole nie zaskakuje, ale głównie dlatego, że wiemy jak jest zdolna i taka kreacja po prostu nie mogła jej nie wyjść. 
Natomiast jeśli ktoś jeszcze nie wierzył w talent Zaca Efrona to jest to pozycja obowiązkowa. Mam nadzieję, że koniec końców pozbędzie się łatki disneyowskiej, a taką pracą jak w "The Paperboy" powinien to zdziałać bardzo szybko (cała masa ludzi nadal się z niego śmieje i nie wiem czy oni w ogóle próbują obejrzeć coś więcej niż HSM. Z resztą HSM był całkiem dobrym filmem). 
Jestem również przekonana, że Matthew McConaughey jest stworzony do właśnie takich ról (co ostatecznie wszystkim udowodnił w "Dallas Buyers Club") a nie do ról amanta. Bo choć jest przystojny na zabój szkoda marnować taki talent na papkę serwowaną na maratonach dla kobiet itp.
Ogólnie film jest brutalny. Taki prawdziwie brutalny; choć bardzo dużo przemocy tam nie znajdziemy (ale gdy jest to się nie cackają), to pozostawia w nas dziwne uczucie odrazy wobec człowieka i tego co jest w stanie zrobić. Pozycja obowiązkowa, ale tylko dla wytrzymałych.

26. Facet z ogłoszenia (Must Love Dogs) 2005

reż. Gary David Goldberg

Sarah to świeżo rozwiedziona atrakcyjna kobieta. Jej rodzina koniecznie chce jej kogoś znaleźć. Trochę dla świętego spokoju a trochę z ciekawości Sarah zakłada profil na portalu randkowym.


Jaki mam stosunek do komedii romantycznych - sami wiecie, więc mam nadzieję, że już możemy milczeniem pominąć kwestię mojego braku większej krytyki...

No dobra, wiem, wiem jeszcze John Cusack na dokładkę.

Generalnie gołym okiem film dla mnie. I się nie pomyliłam. Bardzo przyjemny film, naprawdę zabawny (już ustaliliśmy, że to ważna składowa). Cusack no oczywiście najcudowniejszy, choć już niemłody - młody jednak na zawsze u mnie na pierwszym miejscu.
Pomysł niezbyt oryginalny, ale realizacja owszem bardzo w porządku. Ucieszyło mnie nie wyciąganie na światło dzienne byłych małżonków naszych bohaterów - a spodziewałam się, że wątek miłosny będzie oparty właśnie na nich. 

Na dokładkę ciekawie budowana relacja bohaterów; to, że dorośli ludzie podchodzą do takich rzeczy raczej sceptycznie a nie rzucają się od razu sobie na szyję. 
Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością. A jednak.


PS. Mam dużą obsuwę w recenzjach, trochę nie mam weny a jednocześnie chcę nadrobić, bo jestem jakieś 2-3 miesiące w plecy. Dlatego ostatnio tak krótko. Wybaczcie ;)

16. Nic nie mów (Say Anything) 1989

reż. Cameron Crowe

Zakończenie liceum i początek wakacji. Lloyd zauroczony najpilniejszą dziewczyną w szkole zdobywa się na odwagę by zaprosić ją na imprezę. Tak zaczyna się piękna znajomość.


Trochę nie wiem co mam napisać. Nie wiedziałam jak się zabrać do tej notki. Od dłuższego czasu mam ogromną słabość do filmów z lat 80., szczególnie do gatunku młodzieżowego i do dramatów-romansów. Te filmy miały w sobie coś niepowtarzalnego, czego nie da się skopiować. "Say anything" może wydawać się błahy, trochę kiczowaty (jak przystało na tamte lata), ale skradł moje serce. No dobra, w dużej mierze to John Cusack.

Przede wszystkim "Say Anything" jest prawdziwy. To co mnie ujmuje w filmach zawsze, ale to zawsze, to autentyczność. Fajnie jest pooglądać wielkie romanse albo absurdalny czarny humor, ale dopiero gdy widzę bohaterów, którzy są prawdziwi - czapki z głów.
Z drugiej strony Lloyd jest jednym z tych odrealnionych mężczyzn w świecie filmu. Jak Johnny z "Dirty Dancing". Ma wady, ale i tak mam wrażenie, że tacy faceci po prostu po świecie nie chodzą. Film ten dał się zapamiętać za kultową scenę z boomboxem i, I swear, słusznie postać Lloyda jest uważana za wielką kreację Johna Cusacka. Zabawne, bo to "tylko" rom-kom dla młodzieży... Można? Można!

W ogóle fabuła choć nie jest niesamowicie zaskakująca nie jest też całkowicie przewidywalna. Podczas seansu trzymam kciuki za związek bohaterów, a to chyba najważniejsze gdy mam do czynienia z filmem, z założenia, romantycznym. Jest też z czego się pośmiać.
I ta muzyka... Dodaje tylu emocji. Kino lat 80. ma jeszcze tą wielką przewagę - że muzyka jest nie do podrobienia i żadna inna nie wkrada się tak do serca. ("In your eyes" jest u mnie od miesiąca nieustannie na ripicie).

Chcę oglądać takich filmów więcej i więcej. Czasem chciałabym się przenieść w ich rzeczywistość. Uczucie podobne do zakochania.

Moja ocena na filmweb: 9/10