69. Ghost in the Shell 2017

reż. Rupert Sanders

Pracujący w policji robot o ludzkim umyśle ściga niebezpecznego hakera.


Kiedyś, przy okazji jakiegoś Marvela, pisałam że się znam na komiksach jak na uprawie buraka; w tym przypadku to nawet nie mogę znaleźć dobrego porównania, więc po prostu ostrzegam - nie mam zielonego pojęcia o mandze, oceniam tylko film.

A film jest nietypowy dla tego bloga, rzadko można tu zobaczyć sci-fi. Ale ja naprawdę takie filmy lubię, tylko właśnie się na nich nie znam :D 

Scarlett zagrała bardzo ciekawie, jest tutaj trochę mowy o jej urodzie, ale nie o figurze. Zazwyczaj czytam potem w internecie jaka z niej seksbomba, i choć daleko mi do bycia nadwrażliwą na tym punkcie, to była to miła odmiana. Scarlett dobrą aktorką jest!

Wracając do mniej przyziemnych spraw bardzo podoba mi się sam temat i problematyka wartości ludzkiego życia - a raczej duszy i/lub umysłu.

Klimatem obraz przypomina mi literaturę cyberpunkową. Jest mrocznie, jest trochę creepy i przeraża uświadomienie sobie faktu, że tak naprawdę może wyglądać nasza przyszłość.

68. Marley i ja (Marley & Me) 2008

reż. David Frankel

Losy rodziny, w której jeden z jej członków jest dosyć nieznośny ;)


Kojarzycie te filmy familijne z pierwszej połowy lat 90., które bawiły ale były prawdziwe i wzruszały do łez? Myślę że Marley i Ja aspiruje do takiego obrazu.
Historia tej dosyć przeciętnej ale sympatycznej rodziny opowiedziana jest w wyjątkowy sposób - widzimy ten fragment ich życia, w którym towarzyszył im pies o imieniu Marley. Bardzo niesforny ale kochany pies. 

Byłam zaskoczona że Aniston potrafi zagrać rolę quasi-dramatyczną. Naprawdę super sobie poradziła. 

Film jest ciepły, kameralny, idealny na weekendowe odprężenie gdy brakuje pomysłu na seans. Ja się poryczałam więc warto mieć obok chusteczki ;)

67. I tak cię kocham (The Big Sick) 2017

reż. Michael Showalter

Kumail i Emily nie szukają związku, ale serce nie sługa. Ale czy na pewno ten związek ma jakąś przyszłość?


Ja, niepoprawna wielbicielka komedii romantycznych a jednocześnie wymagający wobec nich widz stwierdzam - lubię to! Krótko mówiąc jest to przede wszystkim komedia, a więc można się uśmiać (bonus dla wielbicieli Indii/kina indyjskiego - będziecie się śmiać podwójnie). 
Zoe pozytywnie mnie zaskoczyła - lubiłam ją wcześniej ale miałam za mało elastyczną aktorkę. Choć film ogólnie rzecz biorąc jest w podobnym nurcie co What if Zoe pokazuje że nie zostanie kolejną aktorką jednej miny. Kudos!

Rezyseria na wielki plus. I bonus w postaci Raya Romano (z brodą jest naprawdę bardzo przystojny, hehe).

Film jest u nas w dystrybucji Gutek Film i to właściwie mówi o nim to co chcecie wiedzieć przy decyzji pójścia do kina. Jeśli szukacie w kinie czegoś naturalnego, niewymuszonego, niestandardowego - polecam. A twórcom życzę więcej takich produkcji.


66. Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach (How to Talk to Girls at Parties) 2017

reż. John Cameron Mitchell

Punk vs Kosmici!!!


Ten film to kwintesencja tego za co kocham Warszawski Fetiwal Filmowy (tak, dopiero teraz o tym piszę bo tu znowu wielka przerwa była!). Za to że idę na film, który na serio w skrócie opowiada o konfrontacji punków z kosmitami i jest przy tym znakomity!

- Czy uwielbiasz punk i/lub klimat rockowej strony lat 70.?
- Czy brytyjska produkcja filmu przekonuje Cię do jego obejrzenia? (jeśli nie: powinna)
- Czy doceniasz absurd obleczony w dobre aktorstwo?
- Czy uważasz że brytyjski humor nie ma sobie równych?
- Czy nie ma to jak dobry "mindfuck"?

Jeśli na chociaż jeden punkt odpowiedziałeś "TAK" to zdecydowanie jest to film dla Ciebie!


65. Old Fashioned 2014

reż. Rik Swartzwelder

Amber na trasie swojej podróży bez celu, trafia do miasteczka, w którym postanawia zatrzymać się na dłużej. Clay, od którego dziewczyna wynajmuje mieszkanie, okazuje się miejscowym "dziwakiem".


Trochę za długo zbierałam się do napisania o tym filmie. W każdym razie lepiej późno niż wcale: za uprzejmością KondratMedia mogłam zobaczyć film przedpremierowo. Teraz możecie go obejrzeć w kinach studyjnych.

Sam pomysł był dobry choć obawiałam  się tego co często można spotkać w tego typu filmach: słabego aktorstwa i nieudolnej reżyserii. Koniec końców jestem pozytywnie zaskoczona. Jedyną postacią zagraną bardzo sztywno jest - stety i niestety - główny bohater, grany nomen omen przez samego reżysera. Rozmywa to się jednak, bo sama postać jest trochę sztywna sama w sobie. 
Wspaniała kreacja sidekicka - ciemnoskóry przyjaciel Claya jest postacią barwną i zabawną (przypominał mi trochę Winstona z "New Girl" :D).

Temat jest ciężki do przemycenia w dzisiejszym świecie. Bardzo podobało mi się, że argumentacja nie została oparta tylko na "Jezus Cię kocha" - nieważne ile w tym prawdy, osoby niewierzącej nie przekona do wstrzemięźliwości przedmałżeńskiej. Zamiast tego jesteśmy świadkami jak, tak po prostu, kobieta przekonuje się o słuszności czekania, bo tego doświadcza i widzi że to dobre.

Poza kreacją Claya i cringeworthy zakończeniem (które da się jakoś przełknąć), to bardzo dobrze nakręcony, wciągający i mądry film. Polecam :)



64. Żółte cytrynki (Små citroner gula) 2013

reż. Teresa Fabik

Agnes rozstaje się z chłopakiem i nie może pogodzić się ze stratą. Wkrótce zostaje zaangażowana w powstanie restauracji i wkłada w nią duże pieniądze.


Zrozumiałam, że to nie jest tak, że ja nie lubię skandynawskich filmów. Po prostu nie lubię skandynawskich dramatów! Bo skandynawskie komedie są super! Dodając do tego moje zamiłowanie do rom-komów muszę przyznać, że "Żółte cytrynki" są kompletnie w moim guście.

Poza takim właśnie emocjonalnym przywiązaniem (bo ja się bardzo do filmów przywiązuję), znajdziemy tu wszystkie cliche błahostki jakie przewidzimy. Nawet nie wymienię, bo oglądając sami się wszystkiego domyślicie.

Ale ale. To nie tak że to tylko romansidło. Głównym tłem tej historii jest jedzenie. A wszyscy kochamy jedzenie! Gwarantuję wzrost apetytu przy seansie więc radzę sobie coś przygotować przed włączeniem filmu ;) 
Polecam. Mniam mniam.