Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zac efron. Pokaż wszystkie posty

28. 17 Again 2009

reż. Burr Steers


Mike jest znudzony życiem, nieszczęśliwy w małżeństwie i w pracy. Pewnego dnia budzi się i znów ma 17 lat!


Coś mnie w tym filmie urzekło. Coś, czego nie potrafię nazwać. "17 Again" jest jedną z wielu identycznych historii o zamianie ciał - najczęściej właśnie dwóch różnych pokoleń, ale w odbiorze jakoś ... odstaje. W pozytywnym sensie. Może to jakaś magia, jak ta, która towarzyszy filmom Disneya (bardzo prawdopodobnie), ale od pierwszej minuty czułam się z tym filmem bardzo dobrze. Znacie do uczucie? Gdy seans się zaczyna a wy wiecie, bez względu na to jak obiektywnie dobry lub zły będzie film, że się wam spodoba. Bo "17 Again" patrząc z daleka nie jest niczym specjalnie wybitnym. Takie opowieści z morałem dla współczesnego widza są do przewidzenia co do sekundy od pierwszej klatki filmu. Tym bardziej sztuką jest zrobić coś takiego w taki sposób, żeby widz wyszedł z uśmiechem na ustach, żeby film zapadł mu w pamięć, żeby go polecał. To jest ogromne osiągnięcie! Jako osoba, która co nieco amatorsko robi w filmie wiem, że największym uznaniem by było, gdyby ludzie polecali sobie mój film.

No to odleciałam trochę, już wracam :D

Co jest bardzo złe a jednocześnie wspaniałe to casting. Wspaniałe, bo i Perry i Efron są super *miliard serduszek* i świetnie sprawdzili się obaj w bajeczce tego typu.
Co jest bardzo (bardzo bardzo) złe to to, że w filmie grają oni, jakby nie było, jedną osobę. Nie wiem ile operacji plastycznych, ktoś musiałby przejść, żeby tak się zmienić. I jakie hormony brał, że po LO w ciągu kilkunastu lat urósł pół metra. I zmienił mu się kształt głowy. Etc etc...

Ogólnie jeden z tych filmów familijnych, które faktycznie oglądamy w te sobotnie poranki, a nie, które tylko lecą w tle ;) I z czystym sumieniem komplementuję twórców - polecam.

27. Pokusa (The Paperboy) 2012

reż. Lee Daniels

Dziennikarz Ward James po latach wraca do rodzinnego miasta aby przeprowadzić śledztwo w sprawie morderstwa. Wraz z bratem Jackiem i Charlotte - kobietą korespondującą z podejrzanym stara się poznać sprawę bliżej.



Okej, film zdecydowanie niedoceniony, patrząc na oceny i recenzje zamieszczane w sieci.
Thriller trzyma w napięciu od samego początku do ostatniej klatki. Gorący klimat Florydy został sfilmowany w taki sposób, że oglądając czujemy na sobie ten żar i lepki pot. Do tego dawka obrzydliwego erotyzmu, który bynajmniej nie ma nas zainteresować w zdrowy sposób; raczej pokazuje zwierzęcą naturę Hillary'ego, w którego wcielił się John Cusack (don't jugde me).
Nicole nie zaskakuje, ale głównie dlatego, że wiemy jak jest zdolna i taka kreacja po prostu nie mogła jej nie wyjść. 
Natomiast jeśli ktoś jeszcze nie wierzył w talent Zaca Efrona to jest to pozycja obowiązkowa. Mam nadzieję, że koniec końców pozbędzie się łatki disneyowskiej, a taką pracą jak w "The Paperboy" powinien to zdziałać bardzo szybko (cała masa ludzi nadal się z niego śmieje i nie wiem czy oni w ogóle próbują obejrzeć coś więcej niż HSM. Z resztą HSM był całkiem dobrym filmem). 
Jestem również przekonana, że Matthew McConaughey jest stworzony do właśnie takich ról (co ostatecznie wszystkim udowodnił w "Dallas Buyers Club") a nie do ról amanta. Bo choć jest przystojny na zabój szkoda marnować taki talent na papkę serwowaną na maratonach dla kobiet itp.
Ogólnie film jest brutalny. Taki prawdziwie brutalny; choć bardzo dużo przemocy tam nie znajdziemy (ale gdy jest to się nie cackają), to pozostawia w nas dziwne uczucie odrazy wobec człowieka i tego co jest w stanie zrobić. Pozycja obowiązkowa, ale tylko dla wytrzymałych.

19. Lakier do włosów (Hairspray) 2007

reż. Adam Shankman

Lata 60. XX wieku. Przyjaciółki Tracy i Penny są fankami programu Corny Collins Show, w którym młodzi ludzie mają szansę zaprezentować swoje umiejętności taneczne. Tracy postanawia zgłosić się na casting.


Nie rozumiem czepialstwa wobec tego filmu. Nie widziałam oryginału więc domyślam się tylko, że spora większość krytyki pochodzi od tych co ten oryginał widzieli. 
Wszystko fajnie, ale kaman, to jest nadal całkiem niezły, sympatyczny, zabawny i kolorowy musical.
Zdaję sobie sprawę, że remake'i powstają tylko po to by zbić gruby hajs (bo nie po to, by zrobić coś lepszego; inaczej nie kręcilibyśmy od początku czegoś co już kiedyś nie wyszło, bo skoro wtedy się nie sprzedało to po co ryzykować itd.). "Hairspray" z 2007 jest mimo wszystko wart uwagi, chociażby ze względu na świetną obsadę. 
Walken i Travolta tworzą duet, którego nigdy nie pozbędę się z głowy (nie żebym chciała).
Do Efrona mam słabość i tu znów mnie nie zawiódł (gdy był na niego szał byłam w wieku, w którym obciachem było go kochać, teraz mogę to robić bez żenady! :D). 

Cóż, zostaje mi postanowić sobie sięgnąć po film z lat 80. (w końcu tak je kocham!) i powiedzieć coś więcej gdy to uczynię :) Póki co wersję z 2007 roku polecam jako lekki popołudniowy seans.