Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2008. Pokaż wszystkie posty

68. Marley i ja (Marley & Me) 2008

reż. David Frankel

Losy rodziny, w której jeden z jej członków jest dosyć nieznośny ;)


Kojarzycie te filmy familijne z pierwszej połowy lat 90., które bawiły ale były prawdziwe i wzruszały do łez? Myślę że Marley i Ja aspiruje do takiego obrazu.
Historia tej dosyć przeciętnej ale sympatycznej rodziny opowiedziana jest w wyjątkowy sposób - widzimy ten fragment ich życia, w którym towarzyszył im pies o imieniu Marley. Bardzo niesforny ale kochany pies. 

Byłam zaskoczona że Aniston potrafi zagrać rolę quasi-dramatyczną. Naprawdę super sobie poradziła. 

Film jest ciepły, kameralny, idealny na weekendowe odprężenie gdy brakuje pomysłu na seans. Ja się poryczałam więc warto mieć obok chusteczki ;)

37. Moja dziewczyna wychodzi za mąż (Made of Honor) 2008

reż. Paul Weiland

Tom jest kobieciarzem. Hannah jest jego najlepszą przyjaciółką i powierniczką. Wszystko się zmienia gdy kobieta wraca ze Szkocji z narzeczonym.


Jeśli macie cień nadziei, że ten film Was czymś zaskoczy to jesteście w błędzie :)
Oczywiście, że nie głuptaski! 

Polski tytuł przyprawia mnie o dreszcze, bo "Mój chłopak się żeni" to film, który wielbię, który oglądam raz na tydzień i w ogóle to otaczam go niepokojącym kultem. Trzymajmy się więc tytułu oryginalnego, bowiem "Made of Honor" nie ma nic wspólnego z "My Best Friend's Wedding". No dobra, w obu jest ślub i zakochany przyjaciel, ale to zupełnie nie to.

Film nie jest zły. Jest po prostu bardzo schematyczny. Nic nas nie zaskoczy, to mogę obiecać, ale jest właśnie tym, czego się spodziewacie patrząc na plakat. Jest więc idealny na babski wieczór, albo chilloutowy seans po ciężkim dniu. Może nawet Was rozbawi momentami. Serio serio.

29. Niezwykły dzień panny Pettigrew (Miss Pettigrew Lives for a Day) 2008

reż. Bharat Nalluri

Panna Pettigrew po kolejnym niepowodzeniu szuka pracy w charakterze guwernantki. Trafia do Delysii Lafosse i... nic już nie będzie takie samo.



Takie filmy to ja mogę oglądać! Tutaj należą się same pochwały, bo naprawdę rzadko kiedy nie mam się do czego przyczepić a serio, w tym przypadku nie mam.

Mówiąc kolokwialnie - Frances McDormand rozwala system. Ta kobieta jest po prostu niesamowicie zdolna. Talent komediowy w przypadku brytyjskich aktorów jest prawdopodobnie wrodzony i tutaj widać to czarno na białym. Także Amy Adams pokazała na co ją stać (wreszcie). Choć już nie tak znakomicie jak koleżanka po fachu, ale daje radę (w co przy okazji recenzji "Wielkich oczu" jeszcze nie wierzyłam). Panie razem na ekranie tworzą uroczą i przezabawną mieszankę: pięknej, zagubionej dziewczyny przywołującej na myśl Marilyn Monroe oraz niezbyt urodziwej i biednej starej panny po przejściach. 

Do tego scenariusz na piątkę a wszystko zagrane w konwencji, która przypomina mi raczej sztukę teatralną (choć podstawą była powieść). 

"Niezwykły dzień panny Pettigrew" to czarująca komedia. To kwintesencja tego co w kinie cenię - mieszanka brytyjskiego humoru, wspaniałej obsady (w tym przystojnych mężczyzn ;)), mądrych wniosków i amerykańskiego zmysłu estetycznego. Z czystym sercem polecam i sama pewnie urządzę sobie niejeden rewatch ;)