Pokazywanie postów oznaczonych etykietą frances mcdormand. Pokaż wszystkie posty

73. Trzy billboardy za Ebbing, Missouri (Three Billboards Outside Ebbing, Missouri) 2017

reż. Martin McDonagh

Matka zamordowanej dziewczyny z Ebbing wynajmuje 3 billboardy by wymusić śledztwo.


Wszystkie superlatywy zostały powiedziane w ostatnich miesiącach i tak naprawdę nie wiem co nowego mogę o tym filmie napisać. Jestem pod wrażeniem historii i budowania napięcia. Ostatnio bardzo lubię kryminały i true crime a "Trzy billboardy..." fantastycznie zaspokoiły moje potrzeby w tej kwestii.
Film przedstawia smutną i straszną historię jednocześnie trzymając się rzeczywistości, która nawet w obliczu tragedii nie jest (nomen omen)  śmiertelnie poważna.
Postacie są świetnie napisane, szczególnie zły glina (Sam Rockwell), którego aż ma sie ochotę wziąć i skopać, taki jest beznadziejnie bezczelnie głupi :D 

Poza tym gdy w jednym filmie jest Frances oraz Woody to chyba nie można się bać że będzie coś nie tak.

29. Niezwykły dzień panny Pettigrew (Miss Pettigrew Lives for a Day) 2008

reż. Bharat Nalluri

Panna Pettigrew po kolejnym niepowodzeniu szuka pracy w charakterze guwernantki. Trafia do Delysii Lafosse i... nic już nie będzie takie samo.



Takie filmy to ja mogę oglądać! Tutaj należą się same pochwały, bo naprawdę rzadko kiedy nie mam się do czego przyczepić a serio, w tym przypadku nie mam.

Mówiąc kolokwialnie - Frances McDormand rozwala system. Ta kobieta jest po prostu niesamowicie zdolna. Talent komediowy w przypadku brytyjskich aktorów jest prawdopodobnie wrodzony i tutaj widać to czarno na białym. Także Amy Adams pokazała na co ją stać (wreszcie). Choć już nie tak znakomicie jak koleżanka po fachu, ale daje radę (w co przy okazji recenzji "Wielkich oczu" jeszcze nie wierzyłam). Panie razem na ekranie tworzą uroczą i przezabawną mieszankę: pięknej, zagubionej dziewczyny przywołującej na myśl Marilyn Monroe oraz niezbyt urodziwej i biednej starej panny po przejściach. 

Do tego scenariusz na piątkę a wszystko zagrane w konwencji, która przypomina mi raczej sztukę teatralną (choć podstawą była powieść). 

"Niezwykły dzień panny Pettigrew" to czarująca komedia. To kwintesencja tego co w kinie cenię - mieszanka brytyjskiego humoru, wspaniałej obsady (w tym przystojnych mężczyzn ;)), mądrych wniosków i amerykańskiego zmysłu estetycznego. Z czystym sercem polecam i sama pewnie urządzę sobie niejeden rewatch ;)