Pokazywanie postów oznaczonych etykietą western. Pokaż wszystkie posty

63. Aż do piekła (Hell or High Water) 2016

reż. David Mackenzie

Dwóch braci, napady na bank, wymierzanie sprawiedliwości.


Western to ulubiony gatunek filmowy mojej mamy. Przy takich filmach jak Aż do piekła to całkiem zrozumiałe. 
Znajdziemy tu wszystko czego potrzebujemy w dobrym westernie (nie mylić ze spagetti-westernem ;)). Zemsta jest, ba, nawet bardzo sprytna. Zemsta jest oczywiście związana z rodziną. A więzy rodzinne w westernach wskazane. Jest szeryf, pewny siebie, i słusznie. Jest trochę humoru. Jest Indianin, choć niekonwencjonalny. Są kobiety, i to w knajpie. 

I jest krew.

I jest dobre kino. Powolny klimat, ciężkie pustynne powietrze. Dobre aktorstwo i niejednoznaczne postacie; ciekawy wątek i przejmujące wybory.

42. Nienawistna Ósemka (Hateful Eight) 2015

reż. Quentin Tarantino

Osiem (właściwie dziewięć) osób czekających w zajeździe na przejście śnieżycy okazuje się dość nieufną grupą. Bardzo, zresztą, słusznie.


Matko, ale jestem do tyłu z tymi recenzjami. Jak weszłam na filmweb to nie wiedziałam o czym mam napisać!!! Będzie prościej gdy w komentarzu napiszecie jaki gatunek filmowy chcielibyście zobaczyć. Postaram się zrobić następną recenzję polecającą film właśnie z tego gatunku :)

Do rzeczy koledzy i koleżanki.

Q. Oh my Q. Ja nic złego o nim nie powiem, nigdy, nawet gdy się zestarzeje i coś spierniczy, to co zrobił do tej pory jest jego usprawiedliwieniem bezterminowym! 
W końcu od Quentina wszystko się zaczęło. Choć wychowywano mnie w kulturze filmowej, to "Pulp Fiction" skłoniło mnie do poszerzenie kinowych horyzontów. Ah, wzruszam się gdy o tym myślę.

Aaaa, miałam pisać o "Hateful Eight", już piszę :D

Po pierwsze obsada (jak zwykle) bezbłędna.
Największe propsy dla Tima Rotha; chciałabym powiedzieć, że za akcent, ale przecież on go nawet nie musiał grać. No ale w końcu nie co dzień spotyka się Rotha na krakowskim rynku, więc sentyment pozostał i jak na Anglika przystało Tim jest o klasę wyżej ze swoim aktorstwem. Tak z zasady!
Wieeeeelkie ukłony dla Czajnika, który stara się jak może pozbyć metki drewno-mięśniaka, a jak wiadomo u Q wszyscy pozbywają się stereotypów :)
I Kurt Russell przezabawny jak zawsze!

Po drugie western. Dużo bardziej przypadł mi do gustu niż Django, może dlatego, że wolę filmy kameralne, a tu większość akcji dzieje się w jednym pomieszczeniu.
I jest intryga! Wcale nie taka prosta do rozgryzienia, jak na dobre kino przystało.

Jest też DUŻO krwi. What a surprise! Bardziej jak w "Kill Bill" niż jak we "Wściekłych psach" więc dużo lżej mi się oglądało. Ale jeśli komuś robi się słabo przy I shot Marvin in a face! to na pewno nie powinien oglądać "Hateful Eight", bo spędzi cały seans z zasłoniętymi oczami :D

Love Q forever!!!